„Dezinformacja jest jednym z wielu problemów w środowisku informacyjnym” – wywiad z Alicią Wanless
Alicia Wanless jest dyrektorką programu Partnership for Countering Influence Operations w Carnegie Endowment for International Peace, którego celem jest wspieranie opartego na dowodach kształtowania polityk dotyczących zarządzania środowiskiem informacyjnym. W tym wywiadzie dzieli się swoimi poglądami na temat tego, czym jest ekologia informacyjna i jak podchodzić do wyzwania dezinformacji wraz z EUvsDisinfo.
Zobacz także nagranie wideo z wywiadu.
Kiedy mówimy o intencjonalnej manipulacji w środowisku informacyjnym, zwykle mówimy o dezinformacji. Czy uważasz, że ten termin jest adekwatny do opisania tego, z czym się mierzymy, czy też przeformułowałabyś tę dyskusję, gdybyś mogła?
Dezinformacja to jeden problem spośród wielu w środowisku informacyjnym. To także taki problem, z którym niezwykle trudno cokolwiek zrobić.
Środowisko informacyjne to przestrzeń, w której ludzie przetwarzają informacje, aby zrozumieć świat. Aby to robić, ludzie tworzą narzędzia — od alfabetów po sztuczną inteligencję — by przekształcać informacje w artefakty, które można udostępniać: od słowa mówionego po wideo oraz cokolwiek, co pojawi się w przyszłości. Środowisko informacyjne składa się z ludzi, środków przetwarzania informacji, wytworów tworzonych za pomocą tych środków, a także wzajemnych relacji między tymi trzema elementami, na które wpływ mają warunki.Środowisko informacyjne jest integralną częścią fundamentów demokracji, ponieważ to właśnie tam ludzie podejmują decyzje. Sama legitymacja demokracji jest zakorzeniona w zdolności ludzi do podejmowania wolnych i świadomych decyzji.
Problem z robieniem czegokolwiek w środowisku informacyjnym – czy to z próbą przeciwdziałania dezinformacji, czy Zagranicznej Manipulacji i Ingerencji Informacyjnej (FIMI) – polega na tym, że ostatecznie najbardziej fundamentalne przetwarzanie informacji zachodzi w naszych głowach. Możemy być w stanie dostrzec narzędzia i rezultaty przetworzonej informacji, ale w pewnym momencie to, jak ta przetworzona informacja jest rozumiana, sprowadza się do poznania. Sam akt interweniowania w środowisku informacyjnym, nawet jeśli w celu zapewnienia, że ludzie mogą podejmować wolne i świadome decyzje, ma potencjał odebrania im tej sprawczości – albo, i to jest równie trudne – może być postrzegany jako takie działanie. Uważam, że wyzwania związane z przeciwdziałaniem dezinformacji uwypuklają ten problem.
Środowisko informacyjne jest integralną częścią fundamentów demokracji, ponieważ to właśnie tam ludzie podejmują decyzje. Sama legitymacja demokracji jest zakorzeniona w zdolności ludzi do podejmowania wolnych i świadomych decyzji.
Dezinformacja to wprowadzające w błąd lub fałszywe informacje, które są rozpowszechniane celowo.Intencjonalność w jego udostępnianiu odróżnia dezinformację od misinformation, co może być akademicko satysfakcjonujące, ale ma niewielkie praktyczne znaczenie, gdy zarówno przekonanie, jak i rozważanie zachodzą w głowie danej osoby. Z zewnątrz możemy nigdy nie wiedzieć, czy ktoś celowo udostępnił informacje, o których wiedział, że są nieprawdziwe, chyba że się do tego przyzna.
Pomijając intencję, istnieją fundamentalne problemy z pojęciem prawdy, które sprawiają, że jest ono niemal niemożliwym kryterium, wokół którego można próbować zarządzać środowiskiem informacyjnym. Choć moglibyśmy chcieć wierzyć, że nauka potrafi ustalić prawdę, rzeczywistość jest nieco bardziej mętna.
Prawda może kształtować się poprzez normy społeczne, które rozwijają się i są akceptowane przez grupę z upływem czasu. Czasem prawda opiera się na preferencji.
Czy mógłbyś/mogłabyś rozwinąć to trochę bardziej, proszę?
Prawdą jest, że ananas jest pyszny na pizzy. Dla tych, którzy to uwielbiają, to jest prawda. Dla tych, którzy widzą w tym aberrację, w tym wielu włoskich znajomych, którzy regularnie wysyłają mi żarty o moim kiepskim guście, prawda jest zupełnie inna. To zabawna rzecz w naszej relacji z „prawdą”; nasza potrzeba, by inni ją potwierdzali, skłania nas do dzielenia się nią.Oprócz tego, że ludzie są „zwierzętami informacyjnymi”, są też zwierzętami społecznymi i wydaje się, że mamy głęboko zakorzenioną potrzebę, aby przekonania, które ukształtowaliśmy na podstawie informacji, były potwierdzane przez innych w naszym społeczeństwie.
Prawda jest kształtowana przez normy społeczne i opinie, ale także przez przetwarzanie informacji, a na ten akt wpłynie wszystko, co było wcześniej. Na przykład dla niektórych osób tempo, w jakim opracowano i zatwierdzono szczepionki przeciw COVID-19, było niepokojące, co prowadziło do wahania przed ich przyjęciem. Dla tych osób wynikało to z porównania z tym, ile czasu zajmuje to w normalnych okolicznościach. Obie rzeczy mogą być prawdziwe – że zazwyczaj zatwierdzenie leku zajmuje lata, ale że zrobienie tego szybciej nie oznacza, iż nie da się tego zrobić bezpiecznie.
Jednak wniosek, do którego dana osoba dochodzi w sprawie nowej szczepionki, będzie oparty na jej wcześniejszej wiedzy, doświadczeniu i zaufaniu do systemu nadzorującego proces zatwierdzania leków. Prawdą, którą mogę wypracować, może być to, że są bezpieczne, ale ktoś inny może nie dojść do tego samego wniosku. Dla tych, którzy ufają nauce, może się wydawać, że możliwe jest istnienie jednej, obiektywnej prawdy na dany temat, ale dla tych, którzy nie są zaznajomieni z nauką, ten argument nie jest przekonujący. I to jest tak naprawdę sedno problemu.Prawda, na dobre i na złe, ma charakter osobisty i często skręca w stronę tego, co trafniej nazwalibyśmy przekonaniami i opiniami.
Oprócz tego, że jesteśmy „zwierzętami informacyjnymi”, ludzie są też zwierzętami społecznymi i wydaje się, że mamy głęboko zakorzenioną potrzebę, aby przekonania, które ukształtowaliśmy na podstawie informacji, były potwierdzane przez innych w naszym społeczeństwie.
Prawda opiera się również na wyrażonej idei, co ma tendencję do czynienia z niej tematu — konkretnego zagadnienia, w odniesieniu do którego ukształtowało się przekonanie i zostało ono przyjęte przez posiadacza tej prawdy.
W kwestiach o znaczeniu społecznym, zwłaszcza jeśli dwie prawdy są postrzegane jako wzajemnie niekompatybilne, może to prowadzić do rywalizacji informacyjnej, w ramach której dwie społeczności próbują doprowadzić do przyjęcia swojego światopoglądu przez większą całość — co z natury czyni ten proces politycznym. Co więcej, jeśli wielkość tych społeczności jest w danym społeczeństwie znacząca, nieuniknione jest, że politycy podchwycą tę sprawę.
Dlatego też ujmowanie polityki publicznej w ramy pojęcia takiego jak dezinformacja, ze wszystkimi nieodłącznymi trudnościami w ustaleniu czyjejś prawdy i intencji, jest bardziej jak dolewanie benzyny do ognia niż droga do znalezienia demokratycznego rozwiązania jakiegokolwiek problemu, który dezinformacja może zaostrzać w społeczeństwie — zwłaszcza w tych bardziej heterogenicznych i pluralistycznych.Bez względu na to, jak dobrze intencjonowane mogą być wysiłki na rzecz przeciwdziałania dezinformacji, samo ich podejmowanie sprawi, że osoby podzielające dane przekonanie poczują się wzięte na celownik — zwłaszcza jeśli są w tym utwierdzane przez polityków.
Gdy w społeczeństwie utrwali się wiele „prawd” na temat jednego zagadnienia, już sam akt próby przekonania jednej strony do drugiej będzie postrzegany z podejrzliwością, grożąc dalszym erodowaniem zaufania do instytucji ponad podziałami światopoglądowymi. Oznacza to, że w momencie, gdy dezinformacja staje się problemem, najpewniej jest już za późno, by móc z nią wiele zrobić. Choć dezinformacja jest problemem, jeśli kiedykolwiek mamy nadzieję ją wyprzedzić, odejście od podejścia skoncentrowanego na zagrożeniach jest jedyną odpowiedzią. W pewnym momencie musimy przestać skupiać się na eliminowaniu rzeczy, których nie lubimy, i zacząć wyobrażać sobie, jaki ekosystem informacyjny najbardziej sprzyja wzmacnianiu demokracji.
Proszę wprowadzić pojęcie ekologii informacji. Czy powinniśmy traktować informację bardziej jak przestrzeń fizyczną rządzącą się prawami natury?
Ekologia informacji to podejście do badania środowiska informacyjnego, uwzględniające ludzi, narzędzia, wytwory oraz relacje między nimi. Czerpie z ekologii fizycznej metody badania ekosystemów informacyjnych. Łączy różne dyscypliny badające aspekty środowiska informacyjnego, aby pomóc przedstawić zrozumienie całego złożonego systemu.Jest wiele rzeczy, których możemy się nauczyć z tego, jak bada się świat fizyczny.
Na przykład: na początku XIX wieku pruski przyrodnik Alexander von Humboldt dostarczył nam podstaw tego, jak dziś rozumiemy klimat i ekosystemy. Przed jego badaniami europejscy przyrodnicy postrzegali środowisko jako coś, co istnieje po to, by ludzkość mogła je eksploatować bez konsekwencji. Jako przestrzeń, do której możemy wmaszerować i przejąć kontrolę – trochę tak, jak myślimy, że środowisko informacyjne po prostu czeka, aż ukształtujemy je wedle swojej woli, gdy zajdzie taka potrzeba. Von Humbolt dostrzegł, że w ekosystemach występują pewne wzorce. Zaczął mierzyć takie rzeczy jak wzorce wzrostu roślin i temperatury oraz systematyzować tę wiedzę, aby porównywać ją między regionami geograficznymi i budować zasób wiedzy o świecie fizycznym. Doprowadziło to do powstania nauki o ekologii, czyli badania środowiska oraz relacji żywych organizmów w nim.
Przez dziesięciolecia, na całym świecie, naukowcy zajmujący się klimatem mierzą temperatury, poziomy wody, jakość powietrza i wiele więcej. Wzięte razem, ten obraz jest dość ponury. 97% aktywnie publikujących naukowców zajmujących się klimatem zgadza się, że to ludzie powodują zmianę klimatu.Naukowcy zajmujący się klimatem nie mierzą jedynie jakości powietrza, aby zrozumieć, jak zanieczyszczenia mogą zmieniać środowisko — badają cały szereg czynników, a innowacje takie jak datowanie węglem pomogły im sięgnąć daleko w przeszłość.
Jeśli chcemy zrozumieć wpływ czegoś takiego jak dezinformacja lub to, co z tym zrobić, musimy przyjąć podobne, systemowe podejście do badania środowiska informacyjnego, jakie zastosowano wobec środowiska fizycznego. Musimy opracować podejście, które łączy badania z różnych dyscyplin, jednocześnie mierząc rzeczy istniejące w czasie, aby pomóc śledzić zmiany w różnych czynnikach – potrzebujemy ekologii informacji. Wiemy już, że takie działania jak monitorowanie flory i fauny oraz pomiary temperatury i opadów pomagają nam zrozumieć ekosystemy. Gdybyśmy mogli zrobić to samo w środowisku informacyjnym, pomogłoby nam to określić, jaki jest stan ekosystemu informacyjnego. Co z kolei jest ważne, aby wiedzieć, zanim wydarzy się coś takiego jak pandemia albo zanim zostanie wprowadzona nowa technologia, by lepiej zrozumieć wpływ tych zmian. Dałoby nam to punkty odniesienia do porównań.
Wiemy, że masz wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu interesariuszami.Jakie byłyby Twoje rekomendacje dotyczące wielostronnego zaangażowania interesariuszy w tematyce dezinformacji i manipulacji informacją?
Zacznij od wspólnej strategicznej wizji – co właściwie próbujesz chronić, nawet przeciwdziałając manipulacji informacją lub dezinformacji? Tak bardzo koncentrujemy się na zagrożeniach; myślę, że często nie potrafimy jasno wyrazić wizji tego, co mamy nadzieję osiągnąć.
Ogólnie rzecz biorąc, brakuje nam podejścia systemowego niemal w każdym aspekcie, w jaki podchodzimy do kwestii związanych ze środowiskiem informacyjnym. Nie tylko w badaniach, ale także w zakresie koordynacji różnych interesariuszy. To jest złe, ponieważ uniemożliwia opracowanie strategii, która wymaga postrzegania systemu w dłuższej perspektywie. Dobra strategia polega na dokonywaniu najlepszych wyborów spośród szeregu opcji w ramach środowiska operacyjnego. Oznacza to również współpracę ponad interesariuszami i mandatami. Musimy wyjść poza podejście silosowe.
Istnieją rozbieżności między typami interesariuszy w sektorze, społeczeństwie obywatelskim czy rządach, a także rozbieżności wewnątrz pojedynczych interesariuszy. Sektor składa się z kilku konkurujących firm, ale nawet wewnętrznie jest zbiorem indywidualnych zespołów, które egzekwują działania wobec różnych zagrożeń – czy to dezinformacji, fałszywych kont, podszywania się czy skoordynowanych nieautentycznych zachowań – by wymienić tylko kilka.Te zespoły znają się nawzajem, ale niekoniecznie oznacza to, że ściśle ze sobą współpracują.
Społeczeństwo obywatelskie tworzy mieszanka badaczy w organizacjach pozarządowych i środowisku akademickim. Wywodzą się z różnych dyscyplin, stosują różne metody i terminologię, a także działają w ramach innych, odrębnych inicjatyw zajmujących się dostępem do danych, repozytoriami danych, narzędziami oraz systematyzacją badań; nie wspominając o całej gamie działań operacyjnych — od weryfikacji faktów po śledzenie dezinformacji. Administracja rządowa jest podzielona na departamenty i agencje: niektóre zespoły zajmują się zagraniczną dezinformacją, inne brutalnym ekstremizmem, zupełnie inne cyberbezpieczeństwem, a jeszcze inne komunikacją strategiczną i rozwojem mediów, by wymienić tylko kilka. W zależności od przyjętego modelu może istnieć także organ regulacyjny, który — w oparciu o obowiązujące prawo — może skłaniać do działania innych interesariuszy.
W przekroju typów interesariuszy, a tym bardziej w ramach pojedynczych interesariuszy, kto wie, jaka jest łączna liczba podmiotów oraz jakie są możliwości interwencji w środowisku informacyjnym? Naprawdę trudno jest działać strategicznie, jeśli nikt nie wie, jaki jest wachlarz dostępnych opcji — a jeszcze trudniej, jeśli nie ma strategicznego celu. Biorąc pod uwagę znaczenie środowiska informacyjnego dla samej legitymacji, demokracje muszą sformułować strategiczną wizję tego, co chcą osiągnąć.Nie jest rozsądne liczyć na całkowite wyeliminowanie zagrożenia, ani też koncentrować się wyłącznie na tym, co negatywne, aby osiągnąć pozytywny rezultat.
Oznacza to, że musimy zrobić krok w tył i spojrzeć na system jako całość, uwzględniając interesariuszy oraz ich role w jego obrębie. Nie możemy działać strategicznie, dopóki nie zobaczymy środowiska operacyjnego – w tym przypadku środowiska informacyjnego. Będzie to wymagało koordynacji pomiędzy różnymi typami interesariuszy, najlepiej za pośrednictwem niezależnego mechanizmu, który umożliwia, a nie kooptuje społeczeństwo obywatelskie, ale ułatwia współpracę z potężniejszymi interesariuszami, takimi jak rząd i przemysł. Może to obejmować wykorzystanie istniejących ram, takich jak te stosowane w zarządzaniu kryzysowym, aby tworzyć wspólne plany tego, jak demokratyczne społeczeństwo mogłoby zdecydować się reagować w sytuacji kryzysowej w kontekście środowiska informacyjnego.
Czy obecny sposób konsumowania informacji doprowadził do osłabienia demokracji? I dlaczego?
Na to trudno odpowiedzieć bez systemowego podejścia do badania środowiska informacyjnego. Już samo zestawienie trendów danych dotyczących różnych sposobów, w jakie ludzie konsumują informacje w jednym ekosystemie informacyjnym, takim jak Kanada czy Finlandia, jest niezwykle trudne. Myślę, że mamy tendencję do mylenia korelacji z przyczynowością i szukania łatwych odpowiedzi na to, dlaczego coś takiego jak demokracja się pogarsza.To prawdopodobnie bardziej złożone, z wieloma czynnikami prowadzącymi do spadku.
Na świecie demokracje cofają się w stronę autorytaryzmu. Łatwo winić za to technologię. Z pewnością umożliwia ona stosowanie taktyk z autorytarnego podręcznika, takich jak dezinformacja i manipulowanie informacją. Problem polega na tym, że kontrolowanie ekosystemu informacyjnego, by powstrzymać coś takiego jak dezinformacja, również jest częścią autorytarnego podręcznika. Dlatego ześlizg w stronę autorytaryzmu nie następuje wyłącznie wtedy, gdy rządy lub politycy zanieczyszczają środowisko informacyjne, lecz także w tym, jak próbują kontrolować swój ekosystem informacyjny.
Jeśli chcemy wyprzedzić którekolwiek z problemów wpływających na demokrację, musimy zrozumieć system, w którym demokracja istnieje – środowisko informacyjne.
Wiele z najczęściej proponowanych interwencji, takich jak banowanie złych aktorów i dezinformacji z platform mediów społecznościowych, może przypominać podejścia autorytarne. Czy zatem za demokratyczny regres odpowiada technologia, zmieniająca sposób, w jaki konsumujemy informacje, czy politycy, którzy uznają, że zanieczyszczanie informacji to droga do zdobycia urzędu, czy też próby kontrolowania ekosystemu informacyjnego – na dobre i na złe? Prawdopodobnie wszystko po trochu, wraz z szeregiem innych czynników, takich jak zmieniające się warunki gospodarcze czy konsekwencje globalnej pandemii.Ale jeśli chcemy wyprzedzać wszelkie problemy wpływające na demokrację, musimy zrozumieć system, w którym demokracja istnieje – środowisko informacyjne. Mam nadzieję, że DSA częściowo pomoże nam do tego dojść, zarówno w zakresie raportowania przejrzystości, jak i zwiększonego dostępu do danych dla badaczy, ale jest też dużo więcej poza tym, co również trzeba zebrać w całość.
Jakie są największe wyzwania stojące przed nami w świecie zagranicznych manipulacji informacyjnych i ingerencji (FIMI)? I czyja to odpowiedzialność, by je rozwiązać?
Największym wyzwaniem jest zaufanie. Słoń w pokoju, jeśli chodzi o odbudowę zaufania w silnie zanieczyszczonym środowisku informacyjnym, to ludzie. Możemy mieć najlepszą politykę na świecie, opartą na solidnych dowodach, ale jeśli ludzie jej nie ufają, cały wysiłek idzie na marne. Jednak często dyskusje o tym, co zrobić z problemami w środowisku informacyjnym, ujmuje się bardziej w kategoriach tego, jak chronić ludzi przed zagrożeniami, niż tego, jak angażować ich we współtworzenie ekosystemu informacyjnego, który wspiera demokrację.
Obywatele, wraz ze wszystkimi interesariuszami, o których wspomniałem/am wcześniej, odgrywają rolę w środowisku informacyjnym i wszyscy muszą być zaangażowani w demokracji w kształtowanie tego, czym mógłby być zdrowy ekosystem informacyjny.Być może takie zaangażowanie obywateli zaczyna się od szerszego, ogólnospołecznego ćwiczenia, które pomaga zidentyfikować strategiczną wizję tego, co chcemy widzieć w środowisku informacyjnym.