Dezinformacja Kremla jest wymierzona w wybory w USA
Wybory prezydenckie w USA odbędą się 5 listopada. I mimo deklarowanej obojętności, podżegacze wojenni na Kremlu wydają się żywo zainteresowani wynikami.
Stało się to całkiem jasne, gdy 4 września USA ujawniły wspieraną przez Kreml zagraniczną kampanię wpływu, która opierała się na influencerach, treściach generowanych przez sztuczną inteligencję, płatnych reklamach oraz innych nieuczciwych metodach, aby kierować ruch na domeny typosquatowane i inne manipulacyjne, prokremlowskie domeny. Departament Sprawiedliwości USA ogłosił trwające przejmowanie co najmniej 32 domen wykorzystywanych w tej złośliwej operacji wpływu. Tymczasem Departament Skarbu USA podejmuje obecnie działania przeciwko rosyjskim osobom umożliwiającym takie tajne operacje wpływu, w tym osławionym prokremlowskim propagandystom oraz redaktor naczelnej RT, Margaricie Simonyan.
Wątek ukraiński
Rozważanie stanowiska kandydatów na prezydenta USA w sprawie wspierania Ukrainy było szczególnie popularnym kierunkiem ataków dezinformacyjnych wśród prokremlowskich mediów relacjonujących wyścig prezydencki.Wiceprezydentka i kandydatka Demokratów Kamala Harris w swoim przemówieniu na Krajowej Konwencji Demokratów w sierpniu zasygnalizowała, że będzie kontynuować politykę administracji Bidena polegającą na wspieraniu Ukrainy.
Tymczasem były prezydent i kandydat Republikanów Donald Trump unika jednoznacznych deklaracji w sprawie poparcia dla Ukrainy. Wcześniej twierdził, że jeśli zostanie wybrany, mógłby szybko zakończyć wojnę, choć nie powiedział jak. Podobno analizował plan wstrzymania amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy, chyba że Kijów podjąłby negocjacje z Moskwą. Ten sam plan zwiększałby wsparcie dla Ukrainy, gdyby Moskwa nie usiadła do negocjacji. Co istotne, kandydat Trumpa na wiceprezydenta, JD Vance, jest jednoznacznie i publicznie znany z sprzeciwu wobec przyszłej pomocy dla Ukrainy.
Wielu kremlowskich propagandystów mówi, że obawia się drugiej kadencji Trumpa. Jednak skala i cele prokremlowskiej dezinformacji mówią zupełnie co innego. Jeśli prześledzimy narracje, zobaczymy, że prokremlowskie media i komentatorzy mogą mieć słabość do Republikanów.
Moskwa postrzega wybory jako pola bitew, a my śledzimy rosyjską dezinformację dotyczącą różnych wyborów.W ramach tej serii oferujemy poniżej przegląd narracji dezinformacyjnych dotyczących kampanii prezydenckiej w USA, które obserwujemy na dwa miesiące przed dniem wyborów.
Komentatorzy prokremlowscy: nie najwięksi fani Harris
Jak dotąd najbardziej prominentna narracja dezinformacyjna koncentrowała się na Harris. Prokremlowscy propagandyści traktują ją ze swoją zwyczajową subtelnością. W bardziej oficjalnych momentach przedstawiają ją jako niekompetentną i skrajną. Gdy pozwala im się na swobodniejsze upusty, nazywają ją kłamiącą, skorumpowaną, marksistką, handlarą organami dzieci i wspieraną przez Sorosa globalną marionetką, której przodkowie posiadali niewolników. Jak mówiliśmy, subtelnie.
Te oczerniające narracje są niemal wszechobecne. Niektóre artykuły demonizowały Harris jako „kandydatkę Sorosa”, „Głębokiego Państwa” oraz militarystyczną i neokonserwatywną kandydatkę, między innymi. Inne media specjalizowały się w teoriach spiskowych; jeden komentator twierdził, że poparcie Głębokiego Państwa i miliony głosów nielegalnych migrantów mogłyby zagwarantować jej zwycięstwo.
Niektóre oskarżenia wykraczały poza spiskowość i ocierały się o absurd. Jeden komentator określił Harris jako „wroga czarnych ludzi”. Inny tekst nazwał ją „uśmiechającym się Pol Potem” i radykalną marksistką.Jeszcze inne przedstawiały ją jako „uosobienie zła”.
Jak to często bywa, gdy prokremlowska dezinformacja sięga moralnego dna, po prostu kopie dalej. I rzeczywiście, kilku siewców dezinformacji twierdziło, że Harris i jej kandydat na wiceprezydenta, Tim Walz, mieli rzekomo w jakiś sposób być zamieszani w handel ukraińskimi dziećmi oraz ich seksualne wykorzystywanie.
Nawet te przykłady mogą niedoszacowywać tego, jak jednoznacznie antyharrisowski jest przekaz Kremla. Rosyjskie media kontrolowane przez państwo oraz inne prokremlowskie kanały konsekwentnie krytykowały Harris, nie poświęcając jednak podobnej uwagi krytyce Trumpa. Ta nierównowaga w relacjonowaniu była sama w sobie formą dezinformacji.
Na przykład kremlowski propagandysta Władimir Sołowjow regularnie zamieszczał na swoim kanale Telegram wypowiedzi ze sztabu wyborczego Trumpa. W szczególności Sołowjow eksponował wypowiedzi Trumpa, w których chwalił Putina jako „dobrego negocjatora”, jednocześnie twierdząc, że Biden popełnił „głupi błąd”, dopuszczając możliwość wejścia Ukrainy do NATO. Można śmiało powiedzieć, że Sołowjow nie był tak hojny wobec Harris.
Zdecydowanie obojętni wobec Trumpa, poniekąd
Niemało komentatorów argumentowało, że Trump niekoniecznie byłby dla Rosji lepszy niż prezydentura Harris.Jeden rosyjski deputowany Dumy Państwowej był cytowany, mówiąc, że Trump „nie był lojalny wobec Rosji” podczas swojej pierwszej kadencji. Inny twierdził, że przekonanie, iż zwycięstwo Trumpa byłoby korzystne dla Rosji, to „niebezpieczna iluzja”.
Mimo to protrumpowskie uprzedzenie w prokremlowskich komentarzach było nie do stłumienia. W szczególności media zafiksowały się na obietnicy Trumpa, że szybko zakończy wojnę w Ukrainie, zmuszając Kijów do ustępstw terytorialnych, nawet jeśli rosyjscy urzędnicy oficjalnie byli wobec tego sceptyczni. Jeden wymowny przykład, wyemitowany przez prokremlowskie medium nielegalnie działające na tymczasowo okupowanych terytoriach Ukrainy, rzekomo opisywał uczennicę w Ługańsku mówiącą, że choć Trump nie jest tak naprawdę przyjacielem Rosji, to jest jedynym kandydatem, który może powstrzymać Zachód przed rozpoczęciem trzeciej wojny światowej.
To słabo maskowane pragnienie Trumpa było jednak stłumione w porównaniu z furią wymierzoną w Harris albo z wulkanem spisków, który wybuchł w następstwie nieudanego zamachu na Trumpa. Powstałe w ten sposób historie pokazywały prokremlowskich komentatorów robiących to, co potrafią najlepiej: atakowanie wyimaginowanych wrogów.W pewnym momencie twierdzili, że globaliści, były prezydent Barack Obama, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenskyy, Deep State oraz korporacje transnarodowe, w tym grupa finansowa Rothschild i fundusz inwestycyjny BlackRock, wszyscy byli częścią spisku mającego na celu zabicie Trumpa.
To i tak wszystko bujda
Pomimo ich najwyraźniej głębokiego zainteresowania wyborami w USA, media prorosyjskie były zdeterminowane, by udawać obojętność. Przedstawiały też same wybory jako fałsz.
Na przykład anglojęzyczne wydanie Sputnika stwierdziło, że wybór Harris na następczynię Bidena dowodzi, iż „amerykański proces wyborczy zdegradował się do chwiejnej [sic] skorupy dawnego siebie”. Inny tekst określał wybór Harris – uzyskany po tym, jak zebrała wystarczające poparcie wybranych demokratycznych delegatów – jako „zamach stanu”. To jednak trochę przesada, jak na autokratyczną Rosję.
W podobnym tonie media prokremlowskie próbowały przedstawiać USA jako kraj niebezpieczny i niestabilny. Kilka artykułów opisywało Partię Demokratyczną jako chaotyczną i podzieloną. Inny tekst twierdził, że Demokraci będą oszukiwać, aby wygrać.Jeszcze jeden opisywał amerykańską wojnę domową jako prawdopodobną.
Od tego momentu robiło się już tylko dziwniej. Jeden prokremlowski komentator oskarżył Ukrainę o próbę ingerencji w amerykańskie wybory — największy przypadek, o jakim kiedykolwiek słyszeliśmy, przysłowiowego „politycznego garnka” nazywającego „kocioł” wyborczym ingerentem. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa wkroczyła w amerykańską politykę wewnętrzną, powtarzając prawicową tezę, że administracja Bidena skłamała w sprawie tworzenia miejsc pracy. Kilka artykułów twierdziło, że obecny prezydent Biden jest nie tylko niekompetentny i niedołężny, ale też martwy.
Niektórzy komentatorzy zapędzili się nawet na skrajnie prawicowe, negacjonistyczne terytorium, lansując fałszywe zarzuty, że Harris nie jest nawet uprawniona do bycia prezydentem. Pomysł ten wywodzi się z fałszywego aktu urodzenia krążącego w mediach społecznościowych.
Podsumowując, kontrolowana przez państwo rosyjskie oraz inna prokremlowska dezinformacja była bardziej nastawiona na oczernianie Demokratów niż wspieranie Republikanów. I ten trend dobrze oddaje dotychczasowy stosunek Moskwy do nadchodzących wyborów prezydenckich w USA. Ludzie z wewnątrz Kremla nie są pewni, kogo lubią — o ile w ogóle kogokolwiek. Ale są pewni, kogo nienawidzą.