Powrót do podstaw: Ukraina, rewizjonizm i rusofobia
Gdy świat ostrożnie zaczyna dostosowywać się do nowych realiów życia po kwarantannie, media prokremlowskie również się dostosowują – i wracają na znajomy teren.
Nie oznacza to, że widzieliśmy już ostatnie dezinformacje związane z koronawirusem – wręcz przeciwnie. COVID-19 będzie nadal wpływać na życie na całym świecie w dającej się przewidzieć przyszłości, a w nadchodzących miesiącach przewiduje się potencjalną drugą falę oczekiwaną. Naukowcy wciąż ścigają się, by znaleźć skuteczne lekarstwo. W tym kontekście nie należy oczekiwać, że błędne informacje lub dezinformacja na temat koronawirusa znikną – po prostu zejdą na dalszy plan i staną się kolejnym uporczywym problemem w naszym krajobrazie informacyjnym, podobnie jak negowanie zmian klimatu oraz szerzenie strachu przed migrantami. Jeśli przeszłość jest jakąkolwiek wskazówką, media prokremlowskie będą nadal oportunistycznie wykorzystywać teorie spiskowe i inne narracje dezinformacyjne wokół COVID-19, osłabiając UE, atakując USA lub „zachodnie elity”, albo podsycając publiczny strach i nieufność.Inne przypadki dezinformacji z tego tygodnia zapowiadają, które narracje najpewniej utrzymają się w nadchodzących miesiącach: mianowicie teorie spiskowe o George Soros i Bill Gates anti-vax, twierdzenia, że kraje niekapitalistyczne lepiej radzą sobie z kryzysami, oraz absurdalne zaciemnianie obrazu, jakoby „zachodnie elity” lub globalne „Deep State” stały za pandemią, albo że COVID-19 jest amerykańską bronią biologiczną. Atakowanie zachodnich mediów, które krytycznie relacjonują sposób, w jaki Kreml radzi sobie z pandemią, to również taktyka, która najpewniej będzie się utrzymywać.

Zła Ukraina
Ale w tym tygodniu prokremlowska dezinformacja powróciła także do jednego ze swoich ulubionych chłopców do bicia: Ukrainy. Oprócz odgrzewania starych klisz – takich jak to, że Euromajdan był „ultranacjonalistycznym prozachodnim zamachem stanu”, że Krym nie został zaanektowany, oraz że UE wykorzystuje Ukrainę – prokremlowskie media stały się też bardziej kreatywne w atakach na kraj, który wciąż zmaga się z konfliktem sześć lat po nielegalnej aneksji Krymu.Nawiązując do raportu OBWE z 9 maja, który odnotował zranienie czworga dzieci we wschodniej Ukrainie – ale nie przypisał odpowiedzialności żadnej ze stron – prokremlowskie media wzięły kwestię przypisania winy w swoje ręce i oskarżyły armię ukraińską o celowe ostrzeliwanie dzieci. Ukraińskich żołnierzy bezpodstawnie oskarżano także o zgwałcenie amerykańskiej fotoreporterki w Donbasie. Inne przypadki miały na celu podważenie wiarygodności ukraińskiego rządu i prezydenta Zełenskiego, sugerując, że Ukraina planuje zaatakować Donbas oraz sabotować rozmowy pokojowe, że w kraju wybuchają zamieszki głodowe, oraz że pracownicy migrujący są kierowani do Donbasu po to, aby odesłać ich z powrotem do Europy. A powracająca narracja pozostaje taka, że Ukraina jest marionetką USA, które próbuje przejąć kontrolę nad Krymem i kontrolować nominacje polityczne na Ukrainie.CIA też oczywiście jest w to zamieszana: wydając Zełenskiemu polecenie przedłużenia sankcji i nawet zablokowania dostępu do rosyjskich sieci społecznościowych (w rzeczywistości decyzję tę podjęła Rada Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy, z całkiem zrozumiałych powodów).

Niepokój Kremla związany z Dniem Zwycięstwa
Ponieważ 9 maja to Dzień Zwycięstwa – jedno z najbardziej cenionych rosyjskich świąt narodowych, upamiętniające kapitulację nazistowskich Niemiec i zdobycie Berlina przez Związek Sowiecki – ataki na Ukrainę i inne „rusofobiczne” kraje zostały płynnie połączone z inną specjalnością prokremlowskiej dezinformacji: rewizjonizmem historycznym. Ukrainę oskarżano o tłumienie obchodów Dnia Zwycięstwa w „rusofobicznym” ataku na pamięć historyczną, narodową „dewaluację” oraz brak szacunku wobec weteranów. Polskę i kraje bałtyckie oskarżano o dążenie do umniejszenia zwycięstwa ZSRR nad nazizmem (podobnie jak media zachodnie jako całość). Tymczasem białoruska opozycja rzekomo próbowała zakłócić paradę z okazji Dnia Zwycięstwa przy finansowaniu ze strony Departamentu Stanu USA. W kwestii II wojny światowej prokremlowskie media uparcie trzymają się klasycznej taktyki odwracania uwagi stosowanej w dezinformacji: „oskarżaj innych o to, o co oskarżają ciebie”.I tak okazuje się, że Zachód rzekomo jest winny historycznemu rewizjonizmowi i abdykacji z prawdy, zwracając uwagę na pakt Ribbentrop–Mołotow. Ten pakt, gdyby ktoś potrzebował przypomnienia, podzielił Europę na nazistowskie i sowieckie strefy wpływów oraz utorował drogę pięciu dekadom komunistycznych rządów totalitarnych w całej Europie Wschodniej. Gdyby tylko Kreml mógł przyznać – choćby raz! – do niewyobrażalnego bólu i cierpienia spowodowanych przez ten katastrofalny pakt i jego tajne protokoły. Niestety, historia nauczyła nas, by nie wstrzymywać oddechu.
