DISINFO: Polska otwarcie prowadzi zamach stanu w Białorusi.
PODSUMOWANIE
Polska otwarcie przewodzi przewrotowi w Białorusi. Masowe protesty, które ogarnęły Białoruś po wyborach prezydenckich, budzą niepokój na Zachodzie. W tym samym czasie polscy politycy są najbardziej aktywni w komentowaniu wydarzeń w sąsiednim kraju. Polska zainicjowała dyskusję na temat obalenia Łukaszenki na poziomie UE. 9 sierpnia na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie, które wygrał Aleksander Łukaszenko. Kraje zachodnie, dla których białoruski lider od dawna stanowił przeszkodę, nie pogodziły się z wynikami głosowania. W rezultacie na Białorusi wybuchły wcześniej zaplanowane zamieszki.
ODPOWIEDŹ
Powtarzająca się narracja dezinformacyjna pro-Kremlowska dotycząca Białorusi. Informacje, że Polska rzekomo "przygotowuje zamach stanu" na Białorusi pojawiły się po tym, jak prezydenci Litwy i Polski, w apelu do białoruskich władz, wezwali do przestrzegania standardów demokratycznych oraz zaprzestania przemocy i represji wobec uczestników masowych protestów. 10 sierpnia premier Polski Mateusz Morawiecki również zainicjował nadzwyczajne szczyt UE na 14 sierpnia. Ministrowie powtórzyli swoje wielokrotne wezwanie do białoruskich władz do zaprzestania nieproporcjonalnej i nieakceptowalnej przemocy wobec pokojowych protestujących oraz do uwolnienia uwięzionych. Ministrowie ponownie podkreślili, że wybory nie były ani wolne, ani sprawiedliwe. Unia Europejska uznaje wyniki za sfałszowane i dlatego nie akceptuje wyników wyborów przedstawionych przez Białoruską Centralną Komisję Wyborczą. Kraje Unii Europejskiej nie mają nic wspólnego z masowymi protestami na Białorusi: protesty tysięcy ludzi wybuchły po tym, jak Aleksandr Łukaszenko, który rządzi od 26 lat, ogłosił, że "zdobył przekonujące zwycięstwo" w wyborach. Obecne protesty na Białorusi rozpoczęły się wieczorem 9 sierpnia: aby rozproszyć protestujących, siły bezpieczeństwa używają kul gumowych, granatów hukowych, gazu łzawiącego, taserów i armat wodnych. W dniu głosowania centrum Mińska zostało zablokowane przez siły bezpieczeństwa, komunikacja oraz Internet zostały zagłuszane w mieście. Międzynarodowi obserwatorzy nie zostali wpuszczeni na Białoruś, dostęp wyborców do lokali wyborczych został sztucznie ograniczony, a niezależni dziennikarze i aktywiści społeczni byli w masowy sposób zatrzymywani podczas okresu głosowania.