Zagrożenia związane z wyborami według mediów prokremlowskich
Podczas gdy Ameryka i wielu jej sojuszników na całym świecie oczekuje wyników wyborów prezydenckich 2020, rosyjskie kontrolowane przez państwo media spodziewają się przemocy w ich następstwie. „Radykalnie podzielone amerykańskie społeczeństwo czeka na wojnę domową” – stwierdził kilka dni przed wyborami prowadzący politycznego talk-show w państwowym kanale Rossija 24, ostrzegając, że nowa wojna domowa będzie „totalna”.
Podczas gdy kilka międzynarodowych mediów również informowało o obawach dotyczących potencjalnych niepokojów społecznych po wyborach w USA, prokremlowskie media wyniosły to na zupełnie nowy poziom. Na przykład wspomniany talk-show twierdził także, że Amerykanie życzą śmierci własnemu krajowi. Takie apokaliptyczne przekazy nie są nowe. Niezależni badacze ostrzegają, że aktorzy dezinformacji próbują szerzyć gniew lub strach na wszelkie możliwe sposoby. Podobne narracje widzieliśmy po protestach na rzecz sprawiedliwości rasowej w USA na początku tego roku. Dla rosyjskiej kontrolowanej przez państwo telewizji była to kolejna okazja, by przekonać krajowych odbiorców, że demokracja prowadzi do chaosu, a więc nie należy próbować jej u siebie.
„Udaremnianie” Majdanu
Ameryka nie jest jedynym krajem przechodzącym przez sezon wyborczy.`Niedawno na Ukrainie odbyły się wybory lokalne, a prorosyjskie media znalazły okazję, by twierdzić, że mogą one doprowadzić do dezintegracji państwa (rozpadnie się ono na trzy części!). Jedyne pytanie brzmi: dlaczego miałoby to mieć znaczenie, skoro według prorosyjskiej dezinformacji Ukraina jest kolonią Stanów Zjednoczonych. Tyle że USA już jej nie kontrolują – robi to Wielka Brytania i nakazuje swoim służbom wywiadowczym prać mózgi ukraińskim dzieciom… Spójność nigdy nie była mocną stroną prorosyjskich mediów.
Mołdawia również znajduje się w trakcie wyborów prezydenckich, ale dla prorosyjskich mediów wybory te nie dotyczą wyboru dokonywanego przez naród mołdawski. Jak można było przewidzieć, chodzi o Rosję i nadchodzący Majdan w Mołdawii. Według prorosyjskich mediów Waszyngton (sam na skraju wojny domowej, pamiętacie?) już przekazał instrukcje mołdawskiej opozycji w sprawie „kolorowej rewolucji”, aby wywrzeć presję na Rosję.
Przedstawianie masowych protestów w Europie Wschodniej jako „antyrosyjskich” kolorowych rewolucji stało się kliszą prorosyjskiej dezinformacji. Widzieliśmy to również w tym tygodniu – na Białorusi i w Kirgistanie.Ale w przypadku Mołdawii, gdzie na razie nie ma praktycznie żadnych protestów, media prokremlowskie dążą do zajęcia przestrzeni informacyjnej, a priori definiując wszelkie możliwe przyszłe niezadowolenie społeczne jako próbę destabilizacji inspirowaną z zagranicy. W końcu przygotowanie gruntu pod kampanię dezinformacyjną z wyprzedzeniem jest skuteczniejsze niż wbijanie tych samych kłamstw rok po roku.

Protesty nie są tym, czym się wydają
W tym tygodniu media prokremlowskie pozostały też wierne innej ze swoich czołowych narracji dezinformacyjnych, wedle której masowe protesty nigdy nie są autentyczne, lecz zawsze są reżyserowane.
W Polsce tysiące osób protestowało przeciwko kontrowersyjnemu orzeczeniu sądu w sprawie aborcji. Jednak według Sputnika to europejskie elity wyprowadziły ludzi na ulice, ponieważ Bruksela była niezadowolona z polskich władz. Na Białorusi, gdzie demokratyczne protesty trwają już trzeci miesiąc, prokremlowska dezinformacja obarczyła winą nie tylko zwyczajowe cele – Polskę i Litwę, lecz także francuskiego filozofa Bernarda-Henriego Lévy’ego, który rzekomo nadzoruje zespół białoruskiej liderki opozycji Swiatłany Cichanouskiej.
***
Motywy reżyserowanych protestów, przemocy i chaosu definiują sposób, w jaki media prokremlowskie przedstawiają procesy demokratyczne na całym świecie.Wybory przynoszą zniszczenie, demokratyczni przywódcy są marionetkami (a przynajmniej tak próbuje to przedstawiać prokremlowska dezinformacja), z wyjątkiem, rzecz jasna, jedynego miejsca na świecie, gdzie „głosowanie” zawsze jest uczciwe.
