1 000 i 4 000 dni nuklearnego wymachiwania szabelką
Znaczna część prokremlowskiej manipulacji informacyjnej i dezinformacji opiera się na wykorzystywaniu ludzkich lęków i niepokojów. Istnieje temat, który potrafi wywołać paraliżujący niepokój i mrożące krew w żyłach obawy jak żaden inny. Jest nim groźba nuklearnej zagłady. Kontynuujemy naszą serię demaskującą prokremlowskie taktyki manipulacji informacyjnej z ostatnich 1 000 i 4 000 dni, podsumowując, w jaki sposób Rosja wykorzystywała swoje nuklearne prężenie muskułów oraz udawane zaniepokojenie bezpieczeństwem jądrowym, aby wyznaczać pozorne czerwone linie i próbować zniechęcić świat do wspierania Ukrainy.
Oczernianie Ukrainy i słabo zawoalowane groźby wobec Zachodu
Rosnące uzależnienie Kremla od groźnej retoryki nuklearnej nie jest przypadkiem.Dla Moskwy forsowanie ciągłej dezinformacji na temat zagrożeń nuklearnych oraz bezpieczeństwa nuklearnego było narzędziem służącym do usprawiedliwiania rosyjskiej agresji lub dyskredytowania Ukrainy — a najlepiej obu tych celów jednocześnie.
Najczęściej prokremlowskie media starały się oczerniać Ukrainę, rozpowszechniając dezinformację, jakoby Ukraina planowała opracowanie broni jądrowej; oskarżając Ukrainę o szantażowanie swoich sojuszników groźbami nuklearnymi, angażowanie się w terroryzm nuklearny lub przygotowywanie „prowokacji nuklearnych”; oskarżając Zachód o rzekome dostarczanie Ukrainie broni jądrowej, ponieważ chce, by „konflikt przerodził się w konflikt nuklearny”; oraz obwiniając Zachód o grę w „nuklearnego tchórza”.
Jednak za rosyjską narracją nuklearną zawsze kryje się ledwo zawoalowana groźba.Kreml rozpaczliwie chce przekazać komunikat „bójcie się nas, mamy broń nuklearną” poprzez otwarte wygłaszanie takich twierdzeń albo sugerowanie tego w bardziej dyskretny sposób, na przykład podczas przedstawiania wypowiedzi naładowanych dezinformacją na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Ironią jest to, że jednocześnie prorządowe, prokremlowskie media zaprzeczają, jakoby Rosja komukolwiek groziła bronią nuklearną.
Udawana troska o bezpieczeństwo nuklearne
Przez całą wojnę prokremlowski ekosystem dezinformacyjny rozpowszechniał także nieustanne oskarżenia o to, że Ukraina ostrzeliwuje Zaporoską Elektrownię Jądrową, jednocześnie udając troskę o potencjalną katastrofę nuklearną lub wzrost ryzyka nuklearnego z powodu rzekomej „nieodpowiedzialności” Ukrainy. Pojawiały się też jeszcze bardziej osobliwe twierdzenia, że Rosja próbuje zapobiec wojnie nuklearnej o Ukrainę, oraz fałszywe oskarżenia, że Ukraina przechowuje broń w elektrowniach jądrowych.
Kreml wyrażał podobną, udawaną troskę o bezpieczeństwo nuklearne, gdy ukraińskie wojska przekroczyły granicę i wkroczyły do rosyjskiego obwodu kurskiego.Zgodnie z oczekiwaniami Kreml powtórzył te same kłamstwa co wcześniej na temat Zaporoża – Ukraina chce zaatakować elektrownię jądrową w Kursku; wykorzysta ją do tworzenia brudnych bomb; a Zachód stoi za planowanymi prowokacjami nuklearnymi w Kursku.
To jasna taktyka mająca na celu szerzenie strachu i niepokoju o bezpieczeństwo nuklearne. Innymi słowy, podsycanie publicznego niepokoju wokół kwestii nuklearnych bez wyraźnego grożenia użyciem broni jądrowej.
Rysowanie fałszywych czerwonych linii
Retoryka nuklearna odegrała kluczową rolę we wzmacnianiu prokremlowskiej narracji dezinformacyjnej, że Rosji nie da się pokonać, ponieważ jest państwem posiadającym broń jądrową.Moskwa niemal po każdym ogłoszeniu zachodniego wsparcia dla Ukrainy odpowiadała nuklearnym potrząsaniem szablą, próbując wzmocnić fałszywe czerwone linie, które Kreml starał się wyczarować, aby zniechęcić państwa do wspierania Ukrainy.
Używanie retoryki nuklearnej w kontekście „czerwonych linii” wzmacnia również główne prokremlowskie tropy dezinformacyjne – to Zachód jest agresorem, Rosja chce tylko pokoju, a armii rosyjskiej nie da się pokonać.
W całej kremlowskiej retoryce nuklearnej zwykle brakuje jednego tematu – uznania, że Ukraina dobrowolnie zrzekła się swojego arsenału nuklearnego po upadku ZSRR, w zamian za gwarancje bezpieczeństwa udzielone przez Rosję, Zjednoczone Królestwo i USA. Być może jednak powodem, dla którego Kreml unika mówienia o Memorandum Budapeszteńskim, jest to, że wyraźnie pokazałoby ono, iż Rosja złamała obietnicę uznania suwerenności Ukrainy i poszanowania jej integralności terytorialnej.
Nie daj się zwieść.