Ciężkie megafony dezinformacji we wschodniej Ukrainie
Niedziela, 11 listopada, była trudnym dniem dla prokremlowskiej kampanii dezinformacyjnej – na dwóch frontach.
Na Ukrainie wspierani przez Rosję separatyści przeprowadzili nielegalne wybory, które nie zostały uznane przez społeczność międzynarodową.
Jednocześnie w Paryżu światowi przywódcy zebrali się, by upamiętnić stulecie I wojny światowej. Później, podczas Paryskiego Forum Pokojowego, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko omówił nielegalne wybory z przywódcami Francji i Niemiec – bez udziału prezydenta Rosji, co było sygnałem nieuznania tak zwanych „wyborów” w Donbasie.
Rozwiązanie w rosyjskim stylu dezinformacji: zaatakować przeciwnika.
Kanał telewizyjny Rossija 1 wysunął śmiałe fałszywe twierdzenia, mające pokazać, że ukraiński prezydent został zignorowany, zlekceważony i odizolowany przez innych przywódców w Paryżu. Pokazał wprowadzające w błąd nagranie, aby fałszywie stwierdzić, że prezydent USA Donald Trump odmówił uścisku dłoni Poroszenki – nawet prezydent USA nie ma rąk długich na kilka metrów, a właśnie taka była w rzeczywistości odległość między oboma prezydentami, co wyraźnie widać na tym zdjęciu.

Ciężkie megafony prokremlowskiej dezinformacji znajdowały się tego samego dnia na miejscu w Donbasie na Ukrainie.Dążąc do legitymizacji nieuznawanych wyborów, tak zwani „międzynarodowi obserwatorzy wyborów” chwalili separatystów jako organizatorów wyborów.
„Kraje zachodnie są dziś dyktaturami. Dyktaturą liberalizmu, wojskowego bloku NATO; i to jest dziś nasze główne zagrożenie. Tutaj, w Donbasie, panuje czysta demokracja” – stwierdziła osoba przedstawiona jako „fiński politolog”. Jego niemiecki kolega dodał: „Wybory w Donbasie spełniają wszystkie międzynarodowe standardy.”
Co ciekawe, obaj ci „obserwatorzy” zostali uznani za winnych i skazani przez sądy w swoich krajach. Fin otrzymał wyrok w zawieszeniu za nękanie i zniesławianie fińskiego dziennikarza, natomiast niemiecki polityk został w czerwcu skazany na siedem miesięcy i tydzień w zawieszeniu – za manipulowanie wyborami lokalnymi w 2016 roku w niemieckim kraju związkowym Dolna Saksonia, jak podaje Deutsche Welle.
Niemieckojęzyczna dezinformacja na temat „wyborów” w Donbasie osiągnęła na Twitterze co najmniej 110 000 wyświetleń.Czy naprawdę to wyłącznie niedoinformowani użytkownicy wpadli w pułapkę prokremlowskiej dezinformacji? Przyjrzeliśmy się bliżej 50 najbardziej aktywnym kontom na Twitterze, które udostępniały dezinformację wokół „wyborów” na Twitterze.

Okazało się, że ta grupa 50 osób miała na Twitterze naprawdę intensywny weekend – cyfrowy detoks może być wskazany. Tylko w niedzielę opublikowali łącznie prawie 5500 tweetów – średnio 110 tweetów dziennie na użytkownika. Globalnie konsumenci cyfrowi spędzają 2:15 godziny dziennie w mediach społecznościowych. Dla bardzo zaangażowanych niemieckich twitterowiczów oznaczałoby to, że w niedzielę publikowali około 51 razy na godzinę! To mocno sugeruje, że w grę wchodziła automatyzacja.
Wybory w ogóle były w istocie celem kampanii dezinformacyjnej w zeszłym tygodniu, a celem było odwrócenie uwagi odbiorców od prób Rosji wpływania na kilka zagranicznych wyborów. Słyszeliśmy, że to brytyjskie służby specjalne, a nie Rosja, ingerowały w wybory prezydenckie w USA (w rzeczywistości istnieje ogromna ilość dowodów na rosyjską operację ingerowania w wybory w USA) oraz że to USA zorganizowały Brexit, aby zniszczyć UE.Słyszeliśmy też, że amerykański wywiad przyznał, iż nie było oznak zagranicznej ingerencji w amerykańskie wybory do Kongresu w połowie kadencji – w rzeczywistości amerykańskie oświadczenie stwierdzało, że nie doszło do naruszenia amerykańskiej infrastruktury wyborczej, ale jednocześnie wyraźnie ostrzegało, że zagraniczni aktorzy, w szczególności Rosja, nadal próbują wpływać na postrzeganie wyborców poprzez działania mające na celu sianie niezgody.
Wreszcie, rosyjskojęzyczne media szybko podchwyciły alarmującą fałszywą wiadomość, że 20 tysięcy uzbrojonych migrantów zgromadziło się na granicy Chorwacji, przygotowując się do wtargnięcia do UE. Zobacz fakty tutaj – a my polecamy również, by propagandyści uważnie przyjrzeli się mapie UE: Chorwacja jest w istocie krajem UE.