Im bardziej naciskasz, tym mocniej się opierają
Dziś mija miesiąc od rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. To już drugi miesiąc tego, co miało być szybką „specjalną operacją wojskową” „wymierzoną wyłącznie w cele wojskowe”. Rzeczywistość nie mogłaby się bardziej rażąco różnić. Zamiast tego – i z powodu niezaprzeczalnego braku oczekiwanych postępów – Rosja ucieka się do coraz bardziej ponurych metod prowadzenia wojny. Albo do zbrodni wojennych, jeśli odrzucimy wszelkie eufemizmy. Jednocześnie, jak można się spodziewać, kremlowska machina dezinformacji nieustannie powtarza urojenie, że inwazja „rozwija się pomyślnie” i „przebiega zgodnie z planem”.
„Specjalna operacja wojskowa” w pokrętnym zwierciadle kłamstw i oszustwa
Choć nie jest to nic nowego, kontrolowane przez rosyjskie państwo ośrodki dezinformacji oraz dyplomatyczne konta w mediach społecznościowych nasilają przedstawianie Ukrainy jako państwa nazistowskiego, aby usprawiedliwić okrucieństwa, których dopuszczają się na terenie całej Ukrainy. Dodatkowo, kremlowska obsesja na punkcie nazizmu ma także cele wewnętrzne. Mianowicie, by odwrócić uwagę od słabości rosyjskiego reżimu i zjednoczyć rosyjskie społeczeństwo przeciwko wyimaginowanemu zewnętrznemu wrogowi, a następnie z nim walczyć.
Istnieje również zauważalny związek między narracją o „neo-nazistach” a rosyjskimi próbami przerzucenia winy za cierpienia humanitarne na Ukrainę.Prokremlowskie media obwiniały „neo-nazistów” o potworny atak na teatr w Mariupolu, w którym schronienie znalazły setki cywilów — atak ten został w rzeczywistości przeprowadzony przez rosyjskie wojsko. Jakby tego było mało, rosyjskie kanały dezinformacyjne oskarżają „neo-nazistów” o zabijanie od 80 do 235 cywilów dziennie, którzy próbowali opuścić Mariupol.
W weekend rosyjskie media powiązane z państwem oraz podmioty działające jako ich pełnomocnicy promowały przekaz, że Rosja na masową skalę pomaga ewakuowanym osobom i że ukraińscy uchodźcy woleliby udać się do Rosji. Jak często bywa w przypadku rosyjskiej dezinformacji, jest w tym ziarno prawdy. Według UNHCR, agencji ONZ ds. uchodźców, około 250 000 osób rzeczywiście przeniosło się z Ukrainy do Rosji.Oprócz doniesień, że niektórzy z tych ludzi tak naprawdę nie mieli wyboru, rosyjscy urzędnicy zdają się zapominać lub pomijać rzeczywistość, że Polska, Rumunia, Mołdawia, Węgry i Słowacja przyjęły 14 razy więcej uchodźców niż Rosja i Białoruś łącznie.
Po drugiej stronie narzuconej przez Kreml kurtyny
W kraju, w desperackiej próbie kontrolowania krajowej sfery informacyjnej i skłonienia ludzi do jednoczenia się wokół flagi, Kreml kontynuuje działania na obu frontach – tłumi wolność wypowiedzi i jednocześnie podtrzymuje swój „wodospad kłamstw”, który wciąż rozpryskuje fałsz.
Biorąc pod uwagę zamknięty charakter rosyjskiego środowiska informacyjnego, trudno z zewnątrz ocenić skuteczność działań Kremla. Do pewnego stopnia wydaje się, że przynoszą one efekty. Choć dokładne liczby są różne i należy je traktować z dużą dozą sceptycyzmu, wyniki różnych firm sondażowych zdają się sugerować, że wśród rosyjskich obywateli rzeczywiście istnieje szerokie poparcie dla inwazji na Ukrainę.
Jako rzekome ucieleśnienie tego poparcia, w zeszłym tygodniu na stadionie Łużniki w Moskwie odbył się prorosyjski wiec poparcia dla wojny, na którym sam Władimir Putin dokonał rzadkiego publicznego wystąpienia. Jednak widok wiwatujących tłumów mógł być tylko tym – pozorem.Rosyjska Służba BBC, między innymi, podała, że kilku uczestników zostało przyprowadzonych na wydarzenie albo za łapówki, albo pod groźbami. Transmisja wydarzenia również znalazła się pod lupą, ponieważ przemówienie Putina zostało niespodziewanie przerwane. Rzekomo stało się tak dlatego, że tłum zaczął gwizdać z niezadowolenia, gdy Putin mówił o gotowości żołnierzy do poświęcenia się.
Mimo to widzimy liczne oznaki, które mówią nam coś przeciwnego. Na przykład kilku wysoko postawionych pracowników rosyjskich mediów – np. Żanna Agalakowa i Iwan Urgant z Pierwszego Kanału, Lilia Gildejewa z NTV, Marija Baronowa z RT – odeszło z pracy, nie chcąc już dłużej brać udziału w kremlowskiej machinie dezinformacyjnej. Exodusu było na tyle dużo, że jeden z najbardziej doświadczonych rosyjskich propagandystów, Siergiej Brilow, zastępca szefa państwowego nadawcy Rossija, musiał publicznie ogłosić, że nie zrezygnuje z pracy po tym, jak przez pewien czas był nieobecny w przestrzeni publicznej. Łącznie ponad 150 dziennikarzy miało rzekomo opuścić Rosję od lutego 2022 roku.
Trwa też nieustanna gra w kotka i myszkę między kremlowskimi cenzorami a rosyjskimi obywatelami. Choć operatorzy machiny kontroli myśli tym razem naprawdę wcisnęli gaz do dechy, ludzie wciąż wymyślają kreatywne sposoby, by przedostawać się do i z bańki cenzury.Od recenzji restauracji w Google Maps i „Specjalnej Operacji Miłosnej” na Tinderze, aplikacji randkowej, po wysyłanie wiadomości do losowo wybranych osób w Rosji.