Kremlowscy propagandyści szykują się na inaugurację prezydenta USA
Gdy USA przygotowują się do inauguracji swojego nowego prezydenta, rosyjskie media intensywnie tworzą historie podważające NATO, krytykujące jedność Zachodu i promujące rosyjskie interesy. Propaganda Kremla obfitowała w fantazje o hipotetycznych amerykańskich wojnach agresji przeciwko Kanadzie oraz atakach na Grenlandię.
Rosyjski telewizyjny propagandysta Władimir Sołowjow niedawno wykorzystał te kremlowskie narracje, aby uzasadnić wezwania do przywrócenia całego terytorium sowieckiego. Rosyjskie media z radością przedstawiały nadchodzącą administrację USA jako potencjalne źródło podziałów we wspólnocie transatlantyckiej oraz osłabionego, a być może nawet rozmontowanego NATO.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow niedawno porównał potencjalne referendum na Grenlandii z nielegalnymi referendami aneksyjnymi w ukraińskich obwodach chersońskim, zaporoskim, ługańskim i donieckim, udając, że te zmanipulowane przedstawienia, przeprowadzone pod rosyjską lufą we wrześniu 2022 roku w samym środku wojny i deportacji, były wiarygodnymi lokalnymi wyrazami woli.
Stonowany „realizm”
Na niedawnej konferencji prasowej rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow przedstawił jednak dość wyważony komentarz, mówiąc: „Jeśli pan Donald Trump dąży do tego, by po objęciu urzędu uczynić Amerykę znów wielką; będziemy musieli uważnie monitorować metody, których używa, aby osiągnąć ten cel’.
Główna propagandystka RT, Margarita Simonyan, również zdawała się studzić swój entuzjazm co do tego, co nowa administracja USA mogłaby oznaczać dla rosyjskiej wojny napastniczej. W niedawnym wywiadzie zasugerowała, że „realistyczne jest, że zarówno Trump, jak i [Rosja] mogliby się zgodzić, że zatrzymamy się na linii kontaktu [liniach frontu na Ukrainie]. Wszystko po naszej stronie tej linii byłoby nasze”. Gdy głosiła „realizm” lub kremlowski trop „realiów w terenie”, wyraziła rozczarowanie, dodając: „Oczywiście, chciałabym Odessę, Kijów, Charków i wszystko inne”.Jej wypowiedzi szybko doprowadziły do krytyki ze strony jastrzębi wojennych w Rosji: „Dlaczego realizacja celów specjalnej operacji wojskowej miałaby być uzależniona od wydarzeń w amerykańskiej polityce wewnętrznej?”, pytali niektórzy z nich.
Rosyjskie media huczą od nadziei na szczyt Trump–Putin
Dominująca narracja płynąca z Moskwy była jednak taka, że nadchodząca administracja USA wykaże się polityczną przenikliwością i może podważyć relacje transatlantyckie, podczas gdy rosyjskie media były abuzz od rozmów o potencjalnym spotkaniu na wysokim szczeblu między Putinem a Trumpem.
Kilku rosyjskich urzędników ostatnio pochwaliło Trumpa za rzekome „uznanie kłamstwa NATO o nieposzerzaniu się na wschód”, a Ławrow komentował, że „po raz pierwszy zachodni przywódca szczerze przyznał, że NATO kłamało przy podpisywaniu licznych dokumentów, zarówno z Rosją, jak i w ramach OBWE”.
Jednak w przywołanym przemówieniu Trump ani na chwilę nie stwierdził ani nie zasugerował uznania rzekomej „obietnicy NATO, że nie będzie się rozszerzać na wschód” – którą kremlowskie tuby propagandowe powtarzały niezliczoną liczbę razy i którą my w równym stopniu obalaliśmy nieskończoną liczbę razy.
Mimo budowania tych ambitnych narracji Rosja stoi w obliczubardziej skomplikowana rzeczywistość. Podczas gdy propagandyści przedstawiają potencjalną zmianę przywództwa w USA jako szansę, Rosja pozostaje pogrążona w stagnacji gospodarczej i izolacji politycznej. Sankcje nadal silnie obciążają gospodarkę i choć rosyjskie kierownictwo liczy na przełom, mało prawdopodobne jest, aby zmiana administracji USA w sposób dramatyczny odmieniła stagnującą gospodarkę kraju lub jego pozycję na świecie.