Ten artykuł został przetłumaczony za pomocą AI i może zawierać nieścisłości i błędy. Kliknij tutaj, aby wyświetlić oryginalny artykuł

Tak zwane „wybory prezydenckie” Łukaszenki na Białorusi

Click here to request the narration for this article

Siódma kadencja dla Łukaszenki

70-letni białoruski autokrata, rządzący w Mińsku od 1994 roku, przygotowuje się do odegrania koronacji na kolejną pięcioletnią kadencję, co łącznie daje potencjalnie 35 lat u władzy.

Po sfałszowaniu wyników wyborów w sierpniu 2020 roku Łukaszenka utrzymał władzę dzięki dwóm czynnikom: brutalnym represjom wobec prodemokratycznych demonstracji w kraju oraz politycznemu i gospodarczemu wsparciu ze strony Rosji.

Aby zapobiec podobnym masowym niepokojom społecznym jak w 2020 roku, Łukaszenka dążył do wykorzenienia społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi, rozwiązał wszystkie partie opozycji politycznej i zastraszał białoruskie społeczeństwo poprzez systematyczne naruszanie podstawowych praw człowieka i wolności.

Opisaliśmy niepokojące wydarzenia na Białorusi w naszych wcześniejszych relacjach tutaj, tutaj i tutaj. Tym razem procedura ponownego powołania Łukaszenki, oficjalnie nazywana „wyborami prezydenckimi” i zaplanowana na 26 stycznia 2025 roku, wygląda bardziej absurdalnie niż kiedykolwiek.Nie startują żadni prawdziwi alternatywni kandydaci; są tylko czterej nominalni, którzy unikają krytykowania polityki Łukaszenki, a zamiast tego wolą atakować rzeczywistych politycznych przeciwników reżimu.

„Program polityczny” Łukaszenki wychwala osiągnięcia jego 30-letnich rządów, potępia zachodnie sankcje i NATO oraz twierdzi, że „cały świat wokół nas płonie”, więc obiecuje priorytetowo traktować relacje z Rosją, a także przywrócić dialog z Zachodem.

Teatr kampanii: 7 sekund…

Mimo tragikomicznego statusu tak zwanych „alternatywnych” kandydatów, białoruskie media państwowe usilnie starały się unikać wspominania ich nazwisk i programu wyborczego w trakcie kampanii. Reżim Łukaszenki nie chciał wzbudzać nawet najmniejszego zainteresowania publicznego „wyborami” i robił wszystko, by kampania stała się nie-wydarzeniem, ledwie widocznym dla społeczeństwa.

Jedyna bardzo krótka wzmianka o tym, że w ogóle istniał jakiś „alternatywny kandydat”, trwała zaledwie 7 sekund w państwowej telewizji, gdzie wspomniano, że dano im możliwość wygłoszenia krótkich przemówień w telewizji publicznej.Następnie relacja mówiła o stypendiach państwowych, które Łukaszenka przyznał grupie utalentowanej młodzieży, oraz przedstawiała analizę jego przemówień.

… i kolejne 3 sekundy

Podobnie, inna relacja państwowej telewizji poświęcona „wyborom”, albo — jak je nazwała — „głównemu wydarzeniu politycznemu roku”, wolała skupić się na harmonogramie „wyborów”. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, a sytuacja była „gładka i spokojna”, zapewniał prezenter. Trzy sekundy czasu antenowego tej relacji dały bardzo uważnym widzom wskazówkę, że na karcie do głosowania pojawią się inne nazwiska poza nazwiskiem Łukaszenki.

Trzy sekundy — tyle czasu w telewizji pokazano kabinę z ulotkami pięciu kandydatów, znajdującą się w jednym z lokali wyborczych. Poza tym relacja nie powiedziała nic o liczbie nominalnych kandydatów na prezydenta, nie mówiąc już o ich nazwiskach.

Relacja telewizyjna poświęciła więcej czasu antenowego dyrektorowi szkoły, w której mieścił się lokal wyborczy.W stylu podobnym do „Dziękujemy, Wielki Przywódco” dyrektor rozwodził się nad tym, jak dobrze odnowiono szkolny lokal, zapewniając telewidzów, że nowe dywany i oświetlenie „z pewnością stworzą świąteczną atmosferę i pozytywny nastrój wśród wyborców”.

Relacje od ściany do ściany o Łukaszence

Podczas gdy media państwowe były skrajnie niechętne, by choćby wspomnieć nazwiska „alternatywnych” kandydatów, Łukaszenka konsekwentnie dominował w codziennych relacjach na wszystkich państwowych platformach. Jego wizyty w grudniu 2024 roku w Omanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Rosji były szeroko relacjonowane, a media państwowe usilnie starały się pokazać Łukaszenkę w dobrej formie fizycznej. Między innymi twierdziły, że Łukaszenka narąbał dużą stertę drewna przed szczytem EUG w Petersburgu. W poprzednich latach białoruscy widzowie oglądali Łukaszenkę grającego w hokeja na lodzie, ale to wydaje się zbyt ryzykowne dla 70-latka.

Inne programy propagandowe poszły nawet o krok dalej, twierdząc, że wybory są w istocie uciążliwością dla wielkiego władcy, który „po prostu skupia się na wykonywaniu swojej pracy” i „bardziej dba o dobro kraju, gdy jest w podróżach [zagranicznych], niż o swoje wyborcze ego”.

Udawana legitymizacja

Oczywiście Łukaszenka zostanie ogłoszony zwycięzcą po 26 stycznia, ale za całą tą pozą kryje się dylemat.Reżim chce, aby w lokalach wyborczych pojawiło się jak najwięcej Białorusinów, by rościć sobie prawo do legitymizacji, a jednocześnie utrzymać wybory jako wydarzenie bez znaczenia, aby zapobiec choćby najmniejszemu wyzwaniu dla Łukaszenki.

W ramach kampanii pro-łukaszenkowskiej media państwowe konsekwentnie informowały o tzw. „Maratonie Jedności”, serii kulturalnych wydarzeń propagandowych, które organizowano w całym kraju od października 2024 r. do stycznia 2025 r.

Wydarzenia „Maratonu Jedności” zostały nazwane „prezentem od naszego głowy państwa dla narodu białoruskiego” przez bliską współpracownicę Łukaszenki Natallię Kaczanawą. Obejmowały talk-show z udziałem państwowych propagandystów oraz duże plakaty wychwalające rezultaty 30-letnich rządów Łukaszenki.

Relacje telewizji państwowej niezmiennie twierdziły, że wydarzenia „Maratonu Jedności” cieszyły się ogromną popularnością wśród mieszkańców, podczas gdy nagrania opublikowane przez telewizję państwową pokazywały raczej ograniczony udział.

Kim są „międzynarodowi obserwatorzy”?

Wybrani marionetkowi „międzynarodowi obserwatorzy” będą równie osobliwi jak „wybory” oraz relacjonowanie przez media państwowe.

OBWE zaproszono zaledwie 10 dni przed 26 stycznia, co uniemożliwiło uruchomienie właściwej misji obserwacji wyborów.9 stycznia Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE oraz Zgromadzenie Parlamentarne publicznie ogłosiły, że Białoruś nie zaprosiła państw uczestniczących w OBWE do obserwacji procesu. W oświadczeniu OBWE wyrażono ubolewanie, że brak obserwatorów uniemożliwi bezstronną i niezależną ocenę procesu wyborczego. Od ponad 20 lat misje obserwacyjne OBWE uznają, że każde białoruskie wybory prezydenckie, parlamentarne i lokalne nie spełniały międzynarodowych standardów. OBWE ponownie potwierdziła swoje oświadczenie z 9 stycznia.

Jeden program propagandowy w białoruskiej telewizji państwowej wypowiadał się w tej kwestii dość otwarcie, mówiąc: „Szukacie jakiegoś pyłu albo brudu? Jak zwykle zachodni obserwatorzy przynoszą brud na swoich butach do naszego czystego domu”. Jednak niektóre inne media państwowe zdawały się wprowadzać widzów w błąd, każąc im wierzyć, że obecni będą znani międzynarodowi obserwatorzy.

Dzień po opublikowaniu oświadczenia OBWE, reportaż telewizji państwowej nie wspomniał o nim, mówiąc zamiast tego: „Czekamy na międzynarodowych obserwatorów, którzy są w stanie dokonać obiektywnej oceny [procesu wyborczego]. Po raz pierwszy nasz Kodeks Wyborczy został przetłumaczony na angielski do użytku cudzoziemców”. Ten sam reportaż telewizyjny twierdził, że do tego czasu na Białorusi akredytowano 362 międzynarodowych obserwatorów z 40 krajów.To najprawdopodobniej osoby zaproszone w charakterze prywatnym, w tym niektórzy zwolennicy Łukaszenki z krajów UE, oraz ci należący do kierowanej przez Rosję misji obserwacyjnej Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP/SNG), organizacji składającej się z dziewięciu państw postsowieckich z siedzibami administracyjnymi w Moskwie i Mińsku.

Najęte ręce uprawiające imitację

Leanid Anfimau, przewodniczący misji obserwacyjnej WNP, pochwalił przygotowanie Białorusi do przeprowadzenia procesów wyborczych „zgodnie z normami międzynarodowymi i standardami demokratycznymi”. Zanim w 2021 r. został urzędnikiem WNP, Anfimau był podwładnym Łukaszenki, który przez wiele lat kierował najwyższym białoruskim organem kontroli finansowej, zwanym Komitetem Kontroli Państwowej. To właśnie ta agencja w czerwcu 2020 r. zatrzymała Wiktara Babarykę, jednego z kluczowych kandydatów w wyborach prezydenckich 2020 r., gdy był w drodze do Centralnej Komisji Wyborczej.Babaryka został później skazany na 14 lat pozbawienia wolności na podstawie politycznie motywowanych zarzutów i pozostaje za kratami.

Była szefowa Centralnej Komisji Wyborczej przez 25 lat, Lidia Jarmoszyna, oraz wybrana grupa innych propagandystów są również bardzo aktywni w promowaniu Łukaszenki.

Obawy wyborcze Łukaszenki – ukryć przestępstwo

Pomimo trwających represji na dużą skalę reżim Łukaszenki pozostaje zdeterminowany, by uniknąć jakichkolwiek nieoczekiwanych wydarzeń. Relacjonowanie wyborów przez media państwowe w dużym stopniu koncentrowało się na tzw. „bezpieczeństwie wyborczym” i wskazywało kilka konkretnych obaw. Jedną z nich były „destrukcyjne próby z zagranicy” mające promować ideę bojkotu wyborów. Kolejna dotyczyła zapewnienia, by nazwiska członków krajowych komisji wyborczych nie były podawane do publicznej wiadomości, aby chronić ich przed „agresywnymi wpływami”, jak argumentował przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej, Ihar Karpenka.

Reżim Łukaszenki zakazał również robienia zdjęć i nagrywania wideo wypełnionych kart do głosowania, aby zapobiec zastosowaniu tego samego rodzaju skutecznego systemu weryfikacji fałszerstw wyborczych, jaki białoruskie siły demokratyczne z powodzeniem przeprowadziły podczas wyborów prezydenckich w 2020 roku.Jak stwierdził reportaż państwowej telewizji, zdjęcie karty do głosowania „nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia, a służy jedynie jako pretekst dla zbiegłych ekstremistów do wywołania burdy”.

Ponadto nie otwarto żadnych lokali wyborczych w krajach zagranicznych, aby uniemożliwić liczącej się białoruskiej diasporze udział w „wyborach”. Jak argumentował jeden propagandysta, „Dziś nasi obywatele za granicą znajdują się pod bezprecedensową presją. Manipuluje się ich nastrojami i nie mogą w pełni polegać na własnych interesach oraz interesach kraju”.

W tych tak zwanych wyborach prezydenckich, dziwacznie relacjonowanych przez państwowe platformy i monitorowanych przez groteskowych „międzynarodowych obserwatorów”, Łukaszenka ma zagwarantowane, że wyjdzie z nich „triumfująco”.

ZASTRZEŻENIE PRAWNE

Przypadki umieszczone w bazie danych EUvsDisinfo opisują wiadomości znalezione w międzynarodowej przestrzeni informacyjnej, które uznano za przedstawiające stronniczy, wypaczony lub fałszywy obraz rzeczywistości oraz za służące rozpowszechnianiu istotnego prokremlowskiego przekazu. Niekoniecznie oznacza to, że wskazane media są powiązane z Kremlem lub że ich redakcje mają prokremlowskie poglądy, lub że celowo dążyły one do dezinformacji odbiorców. Materiały publikowane przez EUvsDisinfo nie stanowią oficjalnego stanowiska UE. Przedstawione informacje i opinie oparte są na doniesieniach medialnych i analizach przygotowanych przez grupę zadaniową East StratCom.

    Why do you not like our audio?

    it will help us to improve it

      PODZIEL SIĘ Z NAMI SWOJĄ OPINIĄ

      Informacje o ochronie danych *

        Subscribe to the Disinfo Review

        Your weekly update on pro-Kremlin disinformation

        Data Protection Information *

        The Disinformation Review is sent through Mailchimp.com. See Mailchimp’s privacy policy and find out more on how EEAS protects your personal data.

        🎵 Playlist