Czy należy ufać sondażom opinii publicznej w Rosji?
Dziś, kilka miesięcy po rozpoczęciu przez Rosję wojny z Ukrainą, wśród zwykłych Rosjan zaczyna rozprzestrzeniać się atmosfera strachu. W rezultacie ustaw cenzorskich oraz represyjnego podejścia rosyjskich władz, które wymuszają demonstracje lojalności, nikt nie może w pełni ufać rzetelności ankieterów w Rosji, na Białorusi ani w żadnym innym autokratycznym społeczeństwie.
Ubierając to w ładne słowa
Władze wykorzystują sondaże jako broń dla swoich politycznych celów, więc publiczne poparcie dla tego, co robi Kreml, musi być niezachwiane. Ilekroć skorumpowani przywódcy czują, że ludność może krytycznie oceniać ich politykę, manipulowanie wynikami jest standardowym trikiem. Innymi słowy, wyniki sondaży stają się zmanipulowane, ponieważ albo metodologia rzadko uwzględnia to, że respondenci po prostu udzielają nieprawdziwych odpowiedzi ze strachu, albo – mówiąc wprost – dane są fałszowane.
Ten „czynnik strachu” wynika z wytworzenia atmosfery zastraszania wyborców opozycji, delegalizacji partii opozycyjnych oraz aresztowania – a nawet zabijania – kluczowych postaci opozycji.Tak jak wyniki wyborów są w większości sfałszowane — poprzez dorzucanie kart do urny, „głosowanie karuzelowe” (oddawanie kilku głosów w różnych lokalach wyborczych) albo po prostu oszukiwanie przy liczeniu głosów, jeśli klasa rządząca wyczuwa, że jej uścisk władzy słabnie.
Niedawne sondaże w Rosji dotyczące wojny napastniczej w Ukrainie (którą Kreml nazywa „specjalną operacją wojskową”) bardzo wyraźnie wskazują na te tendencje.
Kontrolowany przez państwo ośrodek badania opinii VTsIOM, wywodzący się z Wydziału Badawczego Ministerstwa Spraw Socjalnych ZSRR, opublikował niedawno kolejny sondaż — 5 marca 2022 r. — i według VTsIOM 84 procent respondentów ufało armii rosyjskiej, a 71 procent popierało „specjalną operację wojskową”.
Inny podmiot w tej dziedzinie, Russian Field, który przedstawia się jako niezależna agencja, poinformował o 58,8 procent poparcia dla działań Rosji w sondażu przeprowadzonym od 26 do 28 lutego 2022 r.
Sondaż przeprowadzony przez Savanta ComRes, brytyjską agencję, 23 lutego 2022 r. wykazał, że 50% respondentów poparłoby użycie siły przez Rosję, aby zapobiec przystąpieniu Ukrainy do NATO.
Wygląda na to, że im dalej agencja sondażowa znajduje się od Kremla, tym mniejsze poparcie dla polityki Putina pokazuje.Nawet 50-procentowe poparcie dla wojny Putina to znaczący wynik, ale rosyjskie państwo, które coraz bardziej działa jak Związek Radziecki dzięki swojej ciężkiej censorship i state control, chce widzieć przytłaczającą większość.
Inny VTsIOM poll z 5 kwietnia 2022 r. wykazał jeszcze większe poparcie dla wojny: 74 proc. respondentów wypowiedziało się za nią, co stanowi wzrost o 3 punkty procentowe w porównaniu z poprzednim sondażem. Tych informacji nie da się niezależnie zweryfikować, podobnie jak wyników innych sondaży prowadzonych przez agencje badawcze powiązane z rządem. Wydaje się zaskakujące, że poparcie dla wojny faktycznie miałoby wzrosnąć na początku kwietnia. Był to time when, gdy rosyjskie siły zostały odepchnięte spod Kijowa, a reports o okrucieństwach takich jak w Buczy zaczęły appear on 1 April, a prokremlowskie media zabrały się do denying it – zob. więcej here.
Kwestia słów
Oprócz manipulowania wynikami sondaży i ankiet, kolejną pułapką jest także sposób formułowania pytań which can aid manipulation.Jeśli pytanie dotyczy specjalnej operacji wojskowej, prawdopodobnie uzyska znacznie większe poparcie niż wtedy, gdy dotyczy wojny totalnej.
Niezależny rosyjski ośrodek sondażowy, Centrum Lewady, bada ten aspekt tego, w jaki sposób sformułowania dotyczące w istocie tej samej kwestii: – poparcia bądź braku poparcia dla wojny Putina i Rosji w Ukrainie. Przywołując słynny wers „Czy Rosjanie chcą wojny?”, gdy tylko w pytaniach używa się słowa „wojna” lub „konflikt zbrojny”, to zazwyczaj ponad 2/3 nie chce tego albo to odrzuca. Wpisuje się to w trendy od 2008 roku: to, co większość ludzi nazywa rosyjską wojną z Gruzją / Osetią Południową, określa się jako „wymuszanie pokoju”, aby uzyskać większe poparcie.
Do pewnego stopnia wszystkie badania opinii zależą od sposobu zadawania pytań, niezależnie od kraju czy kontekstu. Różnica polega na warunkach tworzonych oraz manipulacji stosowanej w Rosji i na Białorusi.
Tymczasem na Białorusi
Białoruś, będąca najbliższym sojusznikiem Rosji, poszła jeszcze dalej i zakazała wszelkich sondaży opinii publicznej poza tymi prowadzonymi przez upoważnione agencje w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w sierpniu 2020 r..
Sondaż internetowy Radia Swoboda z maja 2020 r. pokazał, że Aleksandra Łukaszenkę popierało jedynie 1 procent respondentów. Inne sondaże internetowe wskazywały na nie więcej niż 6 procent poparcia dla niego.Widząc, że Łukaszenka beznadziejnie pozostaje w tyle, władze w Mińsku nałożyły kompleksowy zakaz niezależnych sondaży.
Niemieckie Centrum Studiów Wschodnioeuropejskich i Międzynarodowych przeprowadziło sondaż w grudniu 2020 roku na temat wyników białoruskich wyborów prezydenckich, który wykazał, że 53 procent zagłosowało na liderkę opozycji Swiatłanę Cichanouską, a 17 procent na Łukaszenkę. Nic dziwnego, że Cichanouska została zmuszona do opuszczenia kraju przez białoruski reżim. Obecnie przebywa w sąsiedniej Litwie. Popierali ją głównie młodzi Białorusini, którzy mieszkają w dużych miastach i/lub pracują w sektorze prywatnym. Różnicę między internetowymi, nieprofesjonalnymi sondażami (nie więcej niż 6 procent na korzyść Łukaszenki) a badaniem niemieckim (z 17 procentami poparcia dla niego) można wyjaśnić tym, że młodzi ludzie są bardziej aktywnymi użytkownikami internetu niż osoby starsze. Zgodnie z oczekiwaniami, sondaże kontrolowane przez państwo są bardziej przychylne Łukaszence. 72 procent respondentów wyraziło poparcie dla polityki Łukaszenki w sondażu ośrodka analitycznego EcooM z listopada 2021 roku. Nie ma niezależnego potwierdzenia tych wyników.
Bądź sceptyczny
Mówiąc ogólnie, dopóki Putin i Łukaszenka pozostają u władzy odpowiednio w Moskwie i Mińsku, wyniki sondaży i wyborów należy traktować z dużą dozą sceptycyzmu.Dane mogą się nieco wahać, ale poparcie społeczne dla władz będzie przewidywalnie przytłaczające.
Proste pytanie może zburzyć społeczne zaufanie do wyników kontrolowanych przez państwo sondaży opinii publicznej. Skoro ci dwaj autokraci naprawdę mają tak przytłaczające poparcie społeczne, dlaczego wyniki wyborów są stale fałszowane, a zwykłe protesty brutalnie rozpędzane?
Prawdziwe oblicze
Konieczne jest wyrwanie się z błędnego koła propagandy, dezinformacji i manipulacji, aby znaleźć wiarygodną odpowiedź. Obecnie trudno precyzyjnie ocenić, jak duże jest realne, trwałe poparcie.
Innym twardym wskaźnikiem poparcia dla wojny/konfliktu/operacji specjalnych jest gotowość do chwycenia za broń i konkretnego udziału. Zwykle przekłada się to na ducha walki lub morale wśród żołnierzy. Wahanie Putina i rosyjskiego rządu przed masowym zwiększeniem mobilizacji lub poboru w obliczu niedoboru ludzi w jednostkach na linii frontu wydaje się częściowo związane z niechęcią do sprawdzenia rzeczywistego poziomu poparcia społecznego, a częściowo z trudnością szybkiego przełożenia tego na skuteczną siłę bojową.
Michaił Chodorkowski, rosyjski były magnat naftowy na emigracji, przez 10 lat „więzień nr 1 Putina”, a później założyciel ruchu Otwarta Rosja, również jest sceptyczny. On uważa, że „sondaże prowadzone w dyktaturze, zwłaszcza będącej w stanie wojny, nie znaczą nic.Tylko niewielka część odważa się odpowiedzieć, a spośród nich wielu będzie zbyt przestraszonych, by powiedzieć, co naprawdę myślą. Mimo to trzeba przyznać, że poparcie dla wojny jest powszechne. Ludzie wiedzą, że coś jest nie tak, ale albo boją się stawić opór, albo po prostu nie wiedzą jak”.