Nowiczok powraca, podobnie jak dezinformacja
Ponieważ środek paralityczno-drgawkowy Nowiczok – który na początku tego roku został użyty do otrucia byłego szpiega Siergieja Skripala i jego córki Julii – ponownie pojawił się w Amesbury, niedaleko pierwotnego miejsca znalezienia w Salisbury, w tragiczny sposób odebrał życie i doprowadził do wszczęcia śledztwa w sprawie zabójstwa. Para została narażona w sposób wciąż nieznany organom ścigania, a w niedzielę jedna z ofiar zmarła. Choć ten nowy obrót wydarzeń był nieoczekiwany i jak dotąd nie jest postrzegany przez brytyjską policję jako atak ukierunkowany, następujący potem strumień dezinformacji był już mniejszym zaskoczeniem.
Zarówno w rosyjskich kanałach państwowych, jak i na oficjalnych kontach powiązanych z Kremlem nastąpił natychmiastowy powrót do rozpowszechniania dobrze znanych już narracji dezinformacyjnych, które zostały wytworzone w czasie pierwszego otrucia Nowiczokiem na początku tego roku. I tak jak wtedy, narracje te były wykorzystywane, aby wprowadzać zamęt, podważać i rozpowszechniać fałszywe oskarżenia.
Pojawiły się twierdzenia, że chodziło o antyrosyjską histerię, że była to zasłona dymna mająca odwrócić uwagę od spotkania prezydentów Trumpa i Putina oraz że była to prowokacja ze strony wrogów Rosji. I podobnie jak w przypadku prokremlowskiej kampanii dezinformacyjnej wokół pierwotnego otrucia Skripala, włożono pewien wysiłek w wzbudzanie podejrzeń dotyczących roli Wielkiej Brytanii w tym incydencie.Ponownie wspomniano Porton Down (brytyjską wojskową bazę badawczą) jako możliwego sprawcę incydentów z użyciem środka paralityczno-drgawkowego.
A że mistrzostwa świata wciąż trwały w Rosji, prokremlowska machina dezinformacyjna nie przegapiła okazji, by po raz kolejny stwierdzić, że było to jedynie próbą zakłócenia wydarzenia, tym razem „ze względu na jego sukces, który nie spodobał się Wielkiej Brytanii”.
Alternatywna akademia?
Studenci na letniej szkole organizowanej przez renomowany Uniwersytet w Uppsali w Szwecji przeżyli tego lata zaskoczenie. Wykładowczynią na międzynarodowym kursie „Dziennikarstwo wojny i pokoju w epoce globalnej niestabilności” była Vanessa Beeley, brytyjska blogerka określana przez rządy Rosji i Syrii jako wiarygodne źródło i niezależna dziennikarka, w rzeczywistości dobrze znana proasadowska i prokremlowska osoba publiczna. Np. odwiedzała obszary Syrii kontrolowane przez reżim, często pod nadzorem armii syryjskiej.

Według odwiedzających studentów i profesorów z Estonii pani Beeley ani na moment nie przestała powielać niektórych z głównych narracji w prokremlowskiej dezinformacji. Dyskredytowała organizacje pozarządowe takie jak Human Rights Watch, twierdząc, że jest to syjonistyczna organizacja fasadowa kierowana przez George’a Sorosa.Oświadczyła, że ZSRR, a później Rosja, zawsze działały na rzecz pokoju na świecie oraz że Krym w sposób uzasadniony zdecydował, by być rosyjski. Nazwała też Białe Hełmy organizacją terrorystyczną i twierdziła, że atak chemiczny w Dumie nigdy nie miał miejsca.
Szwedzkie media lokalne napisały o incydencie, który skłonił do oficjalnych przeprosin ze strony Uniwersytetu, stwierdzając, że nie byli świadomi, iż Beeley została zaproszona przez koordynatora kursu i że w swoim wykładzie wyrażała nienaukowe poglądy.
Wcześniej pisaliśmy o wykorzystywaniu „ekspertów” w rosyjskich państwowych mediach, w których pani Beeley również regularnie się pojawia. Jak pokazuje ten incydent, istnieje także potrzeba, aby środowisko akademickie zachowywało czujność wobec wyzwań związanych z dezinformacją i chroniło integralność instytucji akademickich.