Czy 1 500 kilometrów to blisko czy daleko?
Wszystko jest względne – zwłaszcza w dezinformacji.
W tym tygodniu czołowe rosyjskie media poinformowały, że „NATO zdetonowało toksyczne torpedy w pobliżu wód terytorialnych Rosji”.
Problemem było sformułowanie „w pobliżu”. Odległość do rosyjskich wód terytorialnych na Morzu Barentsa od fiordu w pobliżu miasta Bergen, gdzie norweska marynarka wojenna rzeczywiście zdetonowała torpedy we wraku fregaty Helge Ingstad, wynosi około 1 500 kilometrów (w linii prostej).
Efekt potwierdzenia czy kontrola państwa
Twierdzenie, że detonacja miała miejsce „w pobliżu wód terytorialnych Rosji”, po raz pierwszy pojawiło się w rosyjskich anonimowych kontach w mediach społecznościowych.W odniesieniu do tych relacji, szereg czołowych rosyjskich mediów następnie przekazał tę wiadomość.
To, co umożliwiło jej rozpowszechnienie, wynikało z tego, że media te powtórzyły przekaz bez sprawdzenia lub zakwestionowania sformułowania „blisko”.
Powód, dla którego tak się stało, jest oczywisty: twierdzenie wpisuje się w z góry zdefiniowaną kremlowską narrację propagandową o Rosji jako „oblężonej twierdzy” znajdującej się pod zagranicznym atakiem.
Zgodnie z tą samą narracją NATO będzie oskarżane o „okrążanie” Rosji – mimo że w rzeczywistości mniej niż jedna szesnasta rosyjskiej granicy jest wspólna z państwami członkowskimi sojuszu.
Innymi słowy, historia rozprzestrzeniła się co najmniej z powodu wysokiego stopnia efektu potwierdzenia wśród mediów prokremlowskich – jeśli nie w wyniku bezpośredniej koordynacji kremlowskich przekazów medialnych.
Sprostowanie
Twierdzenie zostało szybko obalone przez rosyjskiego blogera Rustema Adagamowa, który mieszkał w Norwegii, mówi po norwesku i dzięki temu mógł sprostować sprawę, powołując się na norweskie relacje medialne dotyczące tego wydarzenia.
Aby zilustrować dezinformację, bloger opublikował mapę pokazującą odległość między miejscem, w którym doszło do detonacji, a rosyjskimi wodami terytorialnymi na Morzu Barentsa.
Wpis Adagamowa na Facebooku skłonił wieluironiczne reakcje, w tym jeden komentujący, który najwyraźniej czytał wpis na telefonie i zauważył, że „jeśli spojrzysz na tę mapę, to do granicy z Federacją Rosyjską są tylko 4 cm…”. Inny komentujący napisał: „ale Rosja nie ma granic, jest wszędzie” – nawiązując do słynnego stwierdzenia prezydenta Putina, że „granica Rosji nigdzie się nie kończy”.
Historia ta przypomina inny niedawny przypadek geograficznej konfuzji, gdy Morze Azowskie zostało określone w rosyjskiej telewizji państwowej jako „nasze morze wewnętrzne” – przejaw myślenia życzeniowego z perspektywy kremlowskiej narracji o Ukrainie, a nie Rosji, jako agresorze na Morzu Azowskim i w jego okolicach.
Twierdzenie, że detonacja miała miejsce „blisko wód terytorialnych Rosji”, pojawiło się w rosyjskiej państwowej telewizji Rossija 24; w REN TV oraz Cargradzie i w szeregu serwisów internetowych, w tym Lenta.
Dalsza lektura:
Dezinformacja w 2018 r.: dwanaście kompromitujących momentów
