Desperacko szukając uznania
Krym należy do Ukrainy.
Jednak Kreml i jego machina propagandowa posuną się o wiele dalej, by znaleźć poparcie dla nieprawdziwego twierdzenia, że status Krymu uległ zmianie w wyniku rosyjskiej inwazji i nielegalnej aneksji w 2014 roku.
To pragnienie uznania zmusza prokremlowskie media do wytwarzania monotonnej i zrytualizowanej fali wariacji na dobrze znany temat: ktoś gdzieś powiedział coś, co potwierdza oficjalne hasło Rosji: „Krym jest nasz”.
Macron jest „świadomy”
Na początku tego miesiąca szereg prokremlowskich mediów rozpowszechnił historię, że Ukraińcy mieszkający poza Ukrainą potępiają politykę sankcji wymierzoną w Krym. W rzeczywistości osoby, o których mowa, były uczestnikami dyskusji przy okrągłym stole z udziałem 15 osób, zorganizowanej na Krymie przez rosyjskie władze okupacyjne.
W zeszłym tygodniu widzom powiedziano w rosyjskiej państwowej telewizji Rossiya 1, że Krym został przekazany Ukrainie przez Rosję w latach 80. i 90. Prawda jest taka, że Krym stał się częścią Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w 1954 roku, z zachowaniem wszystkich sowieckich przepisów prawnych. Natomiast to, co rzeczywiście wydarzyło się w latach 90., to fakt, że Rosja podpisała traktat z Ukrainą, w którym ponownie potwierdziła poszanowanie integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy.Rosja naruszyła ten traktat w 2014 roku.
Niedawno widzieliśmy też, jak arabska redakcja RT sprzedaje starą, ale wciąż nieprawdziwą narrację, że rosyjska aneksja miała miejsce w wyniku głosowania powszechnego. Jak wiemy, tym, co umożliwiło aneksję, nie było bynajmniej tak zwane „referendum” – przeprowadzone w pośpiechu i pod lufami karabinów, przy niedopuszczeniu bezstronnych obserwatorów na półwysep – lecz rosyjska inwazja wojskowa.
Francuska redakcja RT wtórowała tezie, że prezydent Macron rzekomo „wie”, iż kwestia Krymu jest definitywnie rozstrzygnięta.
Ucieczka przed agresywną edukacją seksualną
Wcześniej zwracaliśmy też uwagę na liczne podobne przypadki manipulacji mających podeprzeć kremlowskie marzenie o poparciu dla jego geopolitycznych urojeń.
„Delegacja z USA nazywa referendum na Krymie wyrazem woli narodu”, RIA Nowosti oznajmiła w nagłówku; jednak źródłem tej tezy był aktywista NGO i osoba prywatna, a nie oficjalny przedstawiciel USA, jak sugerował nagłówek.
„Niemieckie media informują o ‘renesansie’ rosyjskiego Krymu”, RIA Nowosti poinformowała przy innej okazji. Ale chodziło tylko o jeden tytuł.I istniało zaledwie przez dwa miesiące.
„Europejczycy szukają schronienia przed agresywną edukacją seksualną, homoseksualną dyktaturą i wymiarem sprawiedliwości dla nieletnich” — poinformowano czytelników w barwnym reportażu z innego rosyjskiego medium.
Krym jest ulubionym celem podróży „Europejczyków szukających schronienia w Rosji przed agresywną edukacją seksualną, homoseksualną dyktaturą i wymiarem sprawiedliwości dla nieletnich” — czytelnikom Life.ru powiedziano.
Jednocześnie podważanie oficjalnej linii Kremla co do tego, co tak naprawdę wydarzyło się na Krymie w 2014 roku, podlega cenzurze.
Niedawny wybuch propagandy związanej z Krymem jest zatem zgodny z tym, co widzieliśmy wcześniej. Pytanie brzmi, czy ciągłe powtarzanie sprawia, że rosyjscy odbiorcy bardziej wierzą w tę narrację — czy też zaczęli wątpić w to, co im się mówi.
Najnowsze sondaże w Rosji sugerują, że zaufanie do centralnie kontrolowanych i hojnie finansowanych przez rząd mediów znacząco spada.