Niniejszy artykuł nie wyraża oficjalnego stanowiska ESDZ. ESDZ nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek wykorzystanie informacji zawartych w publikacji.
Mowa nienawiści nawołująca do masowej przemocy wobec ludności cywilnej jako zbrodnia międzynarodowa
Niniejszy artykuł nie wyraża oficjalnego stanowiska ESDZ. ESDZ nie ponosi odpowiedzialności za…
Rola, jaką rosyjska propaganda odgrywa w podsycaniu rosyjskiej agresji i innych zbrodni międzynarodowych w Ukrainie, została już uznana na najwyższych szczeblach politycznych.
W związku z przypadającym dziś Międzynarodowym Dniem Przeciwdziałania Mowie Nienawiści należy podkreślić kluczową rolę, jaką ta skandaliczna forma propagandy odgrywa w rosyjskich próbach podporządkowywania sobie Ukrainy. Istnieje pilna potrzeba wypełnienia luki prawnej, która powoduje, że nawoływanie do nienawiści i przemocy, prowadzące do masowych mordów, gwałtów i torturowania ludności cywilnej w Ukrainie i innych miejscach, pozostaje bezkarne.
Nie istnieje powszechnie akceptowana definicja mowy nienawiści. Niemniej jednak organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka i organy, takie jak Rada Europy, przyjmują, że jest to każda forma wypowiedzi, która nawołuje do nienawiści, przemocy lub dyskryminacji, propaguje je, rozpowszechnia lub usprawiedliwia, albo też zniesławia osoby lub grupy osób ze względu na określone cechy, takie jak rasa, kolor skóry, religia czy pochodzenie, w tym również pochodzenie narodowe lub etniczne.
Rola mowy nienawiści w rosyjskiej propagandzie
Rosyjska propaganda obfituje w podobną retorykę. W ramach różnych działań związanych z monitorowaniem, gromadzeniem i analizą rosyjskiej mowy nienawiści odnotowano liczne przypadki wzywania do przemocy wobec Ukraińców – np. nawoływanie do „prawdziwego terroru” wobec nich lub do „całkowitego zniszczenia Ukrainy”. Zarejestrowano również wypowiedzi, w których Ukraińcy są dehumanizowani i poniżani poprzez nazywanie ich „brudasami”, „hołotą” i „satanistami”. Odnotowano także skoordynowane działania służące podsycaniu nienawiści do Ukraińców poprzez rozpowszechnianie fałszywych lub przekręconych narracji historycznych, teorii spiskowych i oskarżeń – w tym nazywanie Ukraińców, którzy nie chcą być częścią „rosyjskiego świata”, „nazistami” i twierdzenia, jakoby to oni prześladowali, a nawet dopuszczali się ludobójstwa wobec Rosjan i ludności rosyjskojęzycznej we wschodniej Ukrainie.
Propagandyści, tacy jak Władimir Sołowjow, który prowadzi cieszące się ogromną popularnością telewizyjne programy polityczne, oraz Margarita Simonjan, stojąca na czele wielkiej sieci dezinformacyjnej Russia Today, ponoszą odpowiedzialność za zatruwanie umysłów zwykłych rosyjskich obywateli nienawiścią do Ukraińców. Jednak praktycznie niemożliwe jest pociągnięcie ich do odpowiedzialności za te zbrodnie w świetle obecnie obowiązujących przepisów międzynarodowego prawa karnego.
Trudności ze ściganiem mowy nienawiści
Ściganie mowy nienawiści w sądach karnych, nawet na szczeblu międzynarodowym, nie jest niczym nowym, ale można podjąć dalsze kroki, aby doprecyzować ramy prawne zakazujące najbardziej nikczemnych rodzajów wypowiedzi i karać sprawców.
W ubiegłym roku Międzynarodowa Federacja Praw Człowieka i jej organizacje członkowskie w Ukrainie – Centrum Wolności Obywatelskich i Charkowska Grupa Ochrony Praw Człowieka – złożyły zawiadomienie na podstawie artykułu 15 do Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK), argumentując, że nawoływanie do przemocy względem Ukraińców, posługiwanie się fałszywymi narracjami historycznymi, a także inne formy propagandy, mające na celu znieważanie, deprecjonowanie czy oczernianie Ukraińców, stanowią mowę nienawiści, będącą formą zbrodni międzynarodowej – zbrodni przeciwko ludzkości w postaci prześladowań. W sytuacji, gdy dochodzi do rozpowszechnionych lub systematycznych ataków przeciwko ludności cywilnej, oznacza to, że wypowiedzi osób pokroju Sołowjowa i Simonjan, służące podżeganiu, usprawiedliwianiu i wspieraniu takich zbrodni przeciwko grupie cywilów, są same w sobie zbrodnią międzynarodową.
Po nazistowskich zbrodniach, za które odpowiedzialność ponosili m.in. szef nazistowskiej propagandy Joseph Goebbels oraz Julius Streicher – wydawca antysemickiej gazety Der Stürmer, skazany za prześladowania jako zbrodnię przeciwko ludzkości za „zarażenie Niemców wirusem antysemityzmu” – propagandyści nawołujący do nienawiści i przemocy coraz częściej podlegali sankcjom karnym. Od 1948 roku, kiedy przyjęto Konwencję ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, niezgodne z prawem jest bezpośrednie i publiczne wzywanie do pewnych czynów dokonywanych w zamiarze zniszczenia grup narodowych, rasowych, etnicznych lub religijnych. Międzynarodowe trybunały karne, np. Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy, oraz sądy krajowe wydały dziesiątki wyroków skazujących za podżeganie do ludobójstwa, a także nawoływanie do czystek etnicznych, deportacji, zabójstw, tortur i innych form przemocy.
Wady obecnie obowiązujących ram prawnych
Jednak poza Konwencją w sprawie ludobójstwa, nie ma obecnie żadnych międzynarodowych instrumentów prawnych, które penalizowałyby podżeganie do masowej przemocy przeciwko ludności cywilnej, chyba że przemocy tej dokonuje się z zamiarem zniszczenia konkretnej grupy osób jako takiej, w całości lub części.
Rzymski Statut MTK zakazuje podżegania do ludobójstwa, ale nie penalizuje wprost nawoływania do zbrodni przeciwko ludzkości czy agresji.
Jest tak pomimo orzecznictwa i popularyzacji mediów społecznościowych, które umożliwiają błyskawiczne rozpowszechnianie i nagłaśnianie mowy nienawiści na niespotykaną dotąd skalę, prowadząc do podsycania konfliktów zbrojnych i zbrodniczej masowej przemocy. Tak właśnie dzieje się w Ukrainie, gdzie propaganda nienawiści wspomaga okupację ukraińskiej ziemi w ramach putinowskiej kampanii „denazyfikacji” i nakręca rosyjskich najeźdźców do szaleńczego polowania na wymyślonych „nazistów” wśród ukraińskiej ludności cywilnej.
Prosty przykład ukazuje absurdalny stan obecnie obowiązujących norm traktatowych: propagandyście wzywającemu do masowej deportacji dzieci w ramach trwających działań niszczenia części narodu lub grupy etnicznej można postawić zarzut o podżeganie do ludobójstwa, natomiast nawoływanie do masowych tortur grupy cywilów w ramach kampanii podporządkowywania ludności stawiającej opór obcemu okupantowi nie jest wprost zabronione przez międzynarodowe prawo karne.
Jak wypełnić tę lukę?
Istnieje dziś możliwość wypełnienia tej luki. W listopadzie ubiegłego roku Zgromadzenie Ogólne ONZ dało państwom zielone światło do rozpoczęcia rozmów nad nowym traktatem dotyczącym zbrodni przeciwko ludzkości – przestępstw charakteryzujących się popełnieniem określonych czynów w ramach szeroko zakrojonego lub systematycznego ataku wymierzonego w ludność cywilną, takich jak morderstwa, tortury, gwałty i przemoc seksualna, bezprawne pozbawienie wolności, niewolnictwo, deportacje czy prześladowania o charakterze dyskryminacyjnym. Taki traktat zobowiązywałby państwa do uchwalenia przepisów penalizujących to przestępstwo oraz do podjęcia działań zapobiegających jego popełnianiu.
Warto zauważyć, że społeczność międzynarodowa nie osiągnęła dotąd konsensusu co do tego, czy mowa nienawiści powinna być penalizowana, a jeśli tak – jakiego rodzaju wypowiedzi miałoby to dotyczyć. Gdzie należy wyznaczyć granicę między wzbudzaniem nienawiści stanowiącym przestępstwo a zwykłą dezinformacją lub zniewagą, które – nawet jeśli są szokujące czy obraźliwe – nie powinny podlegać odpowiedzialności karnej, pozostaje przedmiotem intensywnych debat między państwami. Organizacje międzynarodowe przyjmują też rozbieżne interpretacje rodzaju mowy nienawiści, który powinien podlegać odpowiedzialności karnej.
Niemniej jednak ponad 100 państw wprowadziło już przepisy uznające określoną formę mowy nienawiści za przestępstwo. Minimalnym wspólnym mianownikiem wydaje się być karny zakaz dyskryminującego podżegania do przemocy, jednak różne kodeksy karne penalizują także takie czyny, jak propaganda wojenna, nawoływanie do nienawiści na tle etnicznym, religijnym lub rasowym, a także rewizjonizm historyczny, na przykład negowanie dawnych zbrodni międzynarodowych. To szerokie podejście jest zgodne z szeroko ratyfikowanym Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych (MPPOiP), którego artykuł 20 zobowiązuje państwa do zakazu nawoływania do nienawiści na tle narodowym, rasowym lub religijnym, która stanowi podżeganie do dyskryminacji, wrogości lub przemocy. W to podejście wpisuje się również protokół dodatkowy do Konwencji o cyberprzestępczości Rady Europy oraz decyzja ramowa UE w sprawie zwalczania pewnych form i przejawów rasizmu i ksenofobii za pomocą środków prawnokarnych.
Trzeba działać teraz
Nie ma żadnego uzasadnionego powodu, dla którego bezpośrednie i publiczne nawoływanie innych osób do popełniania zbrodni przeciwko ludzkości nie miałoby być zakazane na mocy prawa międzynarodowego. Ponadto, podobnie jak ma to już miejsce w większości państw, traktat ten powinien zobowiązywać strony do podjęcia środków na rzecz zapobiegania zbrodniom przeciwko ludzkości – w tym poprzez zapewnienie, że wszelkie nawoływanie do nienawiści narodowej, rasowej lub religijnej, stanowiące podżeganie do dyskryminacji, wrogości lub przemocy, będzie prawnie zabronione.
Taki zakaz byłby, zdaniem Komitetu Praw Człowieka ONZ, w pełni zgodny z wolnością wypowiedzi. Możliwości nagłaśniania i zwiększania zasięgu nienawistnych treści we współczesnych mediach społecznościowych są ogromne – nie tylko w kontekście rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie, lecz także w przypadku wielu innych konfliktów zbrojnych: od Palestyny po Mjanmę, od Sudanu po Jemen – by wymienić tylko kilka przykładów. Dlatego właśnie teraz jest właściwy moment, aby podjąć działania i włączyć zakaz mowy nienawiści, stanowiącej podżeganie do masowej przemocy i nienawiści o charakterze dyskryminacyjnym, do wiążącego instrumentu prawa międzynarodowego, takiego jak traktat o zbrodniach przeciwko ludzkości.