Podwójne standardy medialne Rosji
„We Francji pod pretekstem przeciwdziałania dezinformacji podkręca się w mediach nastroje rusofobiczne”.
To oświadczenie zostało wygłoszone przez Marię Zacharową, rzeczniczkę rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, podczas briefingu prasowego w Moskwie 7 września, gdzie skomentowała publikację nowego francuskiego badania dotyczącego manipulacji informacją.
Rzeczniczka również twierdziła, że poza Rosją „rosyjskie agencje informacyjne RT i Sputnik zostały publicznie nazwane agentami rosyjskich służb wywiadowczych, tylko dlatego, że starają się oferować alternatywny punkt widzenia”.
Według ministerstwa „celem jest stworzenie wizerunku zewnętrznego wroga, […] uzasadnienie środków podejmowanych we Francji w celu ograniczenia wolności słowa”.
Te poglądy nie są nowe; były wielokrotnie forsowane przez rosyjskie władze oraz kontrolowane przez nie media.
Filarami tej narracji są twierdzenia, że międzynarodowa krytyka kampanii dezinformacyjnej Kremla opiera się na „rusofobii”; że RT i Sputnik są jak inne media, które starają się przedstawiać różnorodne punkty widzenia; oraz że to kraje Zachodu ograniczają wolność mediów, a nie Rosja.
„Rusofobia”
Kiedy międzynarodowa krytyka polityki i działań Kremla jest określana jako „rusofobia”, sprowadza to tękrytykę jako irracjonalną formę nietolerancji wobec Rosjan. Oskarżenia o „rusofobię” stały się standardową linią obrony Kremla po rosyjskiej inwazji na Krym w 2014 roku i obecnie stanowią uniwersalny model wyjaśniający. Jest to wygodne, ponieważ takie odrzucenie nie implikuje żadnej realnej dyskusji o okolicznościach, które są krytykowane.

Wzmianki o „rusofobii” i jej wariantach, 2001–2017. Źródło: DFRLab, na podstawie stron internetowych rosyjskiego MSZ, Sputnika (przed 2014 rokiem jego poprzednika, Voice of Russia) oraz RT.
Twierdzenia o „rusofobii” były ostatnio wykorzystywane jako obrona przed zachodnimi reakcjami na otrucie w Salisbury. Czasami „rusofobia” jest nawet przedstawiana jako samo źródło pogorszenia relacji Rosji z Zachodem.„Rusofobia” pojawia się jako słowo kluczowe ponad 80 razy wśród przypadków zebranych w naszej bazie danych prokremlowskiej dezinformacji.
Czy RT i Sputnik są jak inne media?
Najważniejszą międzynarodową organizacją propagandową Kremla jest kanał telewizyjny RT (wcześniej znany jako Russia Today).
Okręt flagowy RT kontroluje szereg wspierających projektów internetowych, które robią niewiele, by wskazać swoje powiązania z RT, w tym ICYMI oraz In The Now.
RT jest znane z systematycznego i świadomego rozpowszechniania dezinformacji; niedawnym przykładem jest wywiad z duetem podejrzewanym o atak trucizną w Salisbury, który wywołał niedowierzanie i drwiny, także w samej Rosji.
Sputnik, który produkuje internetowe wiadomości i radio, jest kolejnym ważnym rosyjskim medium kontrolowanym przez państwo.
Ani RT, ani Sputnik nie cieszą się jakimkolwiek stopniem niezależności redakcyjnej; wszystko w ich przekazie musi wpisywać się w polityczne wytyczne, które otrzymują od Kremla co tydzień.
To skłoniło niektórych, na przykład prezydenta Francji Emmanuela Macrona, do kwestionowania, czy produkty tych organizacji w ogóle można nazwać dziennikarstwem.Zarówno we Francji, jak i w Wielkiej Brytanii RT spotkała się z krytyką i ostrzeżeniami właśnie z powodu braku zdolności do spełniania podstawowych standardów dziennikarskich, w tym bezstronności i rzetelnego relacjonowania.
Trzy rzeczy, które powinieneś wiedzieć o RT i Sputnik: obejrzyj powyższy film lub przeczytaj artykuł.
Nie tylko media państwowe, które są skierowane do odbiorców międzynarodowych, takie jak RT i Sputnik, są wykorzystywane do celów propagandy i dezinformacji. Media kontrolowane przez państwo, kierowane do rosyjskich odbiorców, na przykład Pervy Kanal, Rossiya 1, NTV oraz agencja informacyjna RIA Novosti, odgrywają kluczową rolę w szerzeniu dezinformacji oraz np. w tłumieniu rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego i w prowadzeniu ukierunkowanych ataków medialnych, np. na obrońców praw człowieka.
Czy Rosja ogranicza wolność mediów?
Media w Rosji są zarządzane z Kremla przy zastosowaniu podejścia „kija i marchewki”.
Media państwowe są niezwykle dobrze finansowane i skrupulatnie trzymają się oficjalnej linii, czasem agresywnie.
Wiele rosyjskich mediów jest podobnych do tak zwanych „GONGO”, których Rosja często używa na forach międzynarodowych.Są to sztuczne organizacje pozarządowe zaprojektowane po to, by przekazywać przekazy lojalne wobec Kremla, nadużywając wiarygodności wynikającej z rzekomej przynależności do społeczeństwa obywatelskiego.
Podobnie jak w przypadku „GONGO”, media takie jak RT i Sputnik wytwarzają przekaz, który na pierwszy rzut oka może przypominać dziennikarstwo. Oznacza to, że mogą być wykorzystywane jako pretekst do rodzaju oburzenia na międzynarodową krytykę, jakie widzieliśmy w powyższych oświadczeniach Ministerstwa Spraw Zagranicznych; w rzeczywistości jednak te tak zwane media są przede wszystkim narzędziami wpływu w polityce wewnętrznej i polityce zagranicznej.
Władze rosyjskie ustanowiły system, w którym redaktorzy naczelni i kluczowi dziennikarze są zapraszani do udziału w cotygodniowych spotkaniach z najwyższymi menedżerami z Administracji Prezydenta Rosji. Na tych spotkaniach mediom przekazywane są wytyczne na następny tydzień, tak zwane temniki. Wytyczne zazwyczaj przenikają w dół organizacji medialnych ustnie; jednak w niektórych przypadkach ujawniły się w formie pisemnej dzięki sygnalistom.
Prywatne media w Rosji są zmuszane do stosowania podobnych wytycznych. Oznacza to, że mają one do dyspozycji wąski korytarz wolności, co prowadzi do wysokiego stopnia autocenzury.Jeśli przekroczą czerwone linie, są karani, jak widzieliśmy w przypadkach niezależnych mediów, takich jak TV Rain, Lenta.ru i RBC.

Kreml używa różnorodnych narzędzi, aby kontrolować media i ograniczać wolność dziennikarską.
Reporterzy bez Granic (RSF) sklasyfikowali Rosję na 148. miejscu na 180 krajów w dwóch najnowszych edycjach Światowego Indeksu Wolności Prasy.
W liście otwartym do prezydenta Putina RSF zauważyli, że „co najmniej 34 pracowników mediów zostało zabitych w związku z ich pracą w Rosji od 2000 roku” oraz że „w przytłaczającej większości tych przypadków dochodzenia utknęły w martwym punkcie, a zleceniodawcy nie zostali zidentyfikowani”.Ten brak bezpieczeństwa dla rosyjskich dziennikarzy zagraża również wolnemu dziennikarstwu w Rosji.
Krytyka jako zasłona dymna
Po bliższym przyjrzeniu się staje się jasne, że przytoczoną powyżej narrację rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych należy postrzegać jako zasłonę dymną, wykorzystywaną do odwrócenia uwagi odbiorców od szeregu fundamentalnych problemów wpisanych w te kontrolowane przez państwo rosyjskie media, które Moskwa stara się usprawiedliwiać i bronić, a także od sposobu, w jaki rosyjskie władze ograniczają wolność mediów w samej Rosji.
Ta narracja rosyjskiej dyplomacji uzupełnia inne elementy kampanii dezinformacyjnej Kremla, której celem jest szerzenie fałszywych informacji, wprowadzanie w błąd obywateli i polityków oraz podważanie liberalnej demokracji na całym świecie.
Prokremlowska dezinformacja twierdzi, że Europejczycy są „rusofobiczni”. Zapytaliśmy więc Europejczyków – czy to prawda?